Reklama

Boże Ciało

Boże Ciało to święto, którego celem jest publiczne wyznanie wiary w obecność Pana Naszego Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, oddanie Mu należnej czci i uwielbienia, podziękowanie za łaski płynące przez ten Sakrament, wreszcie przebłaganie Go za zniewagi wyrządzone przez słabość i oziębłość.

Niedziela w Chicago 24/2004

Lanciano - tu zdarzył się najsłynniejszy Cud Eucharystyczny

Lanciano - tu zdarzył się najsłynniejszy Cud Eucharystyczny

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Już w pierwszych wiekach chrześcijanie czcili Najświętszą Eucharystię, a nawet ginęli w Jej obronie. Wyrazem ogromnej czci dla Najświętszego Sakramentu stało się odgradzanie ołtarza, gdzie stała hostia, od wiernych specjalnymi zasłonami. Nastąpiło to najpóźniej po roku 300, kiedy to do kościołów zaczęły przychodzić tłumy ludzi. Odgrodzenie chóru od nawy w mniejszych kościołach składało się po prostu z poprzecznej drewnianej belki. Pozostałością po owych zasłonach są spotykane w starych kościołach balaski. Obrządek bizantyjski postawił natomiast architraw, ikonoklast i carskie wrota, które w dalszym ciągu izolują ołtarz podczas sprawowania najważniejszych tajemnic.
Papież Urban IV wprowadził kult dla Najświętszego Sakramentu do Kościoła powszechnego; jego zarządzenia potwierdził papież Klemens V i Jan XXII, który dodał oktawę. Oficjum i Mszę ułożył św. Tomasz z Akwinu, który tak dobrał teksty, aby służyły do rozważania głównych prawd o Eucharystii.
W Boże Ciało po Mszy św. wychodzi z kościoła procesja na główne ulice miasta. W Polsce od XV w. istnieje zwyczaj śpiewania czterech Ewangelii przy czterech ołtarzach ustawionych w drodze pochodu. Na koniec procesji śpiewany jest hymn Te Deum laudamus, a celebrans udziela błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

Historia obchodów Bożego Ciała

Zdarzyło się w 1263 r., że z pielgrzymką do grobu Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Rzymie wyruszył kapłan Piotr z Pragi. Dużo się wówczas dyskutowało nad realną obecnością Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Mówiąc szczerze, szerzyła się w Europie herezja podważająca ową cudowną Obecność. Ks. Piotr z Pragi należał do grona niedowierzających. Może dlatego wybrał się w tę daleką podróż. Liczył, że w stolicy chrześcijaństwa odzyska dar głębokiej wiary.
Zmęczony drogą zatrzymał się w małym włoskim miasteczku Bolsena, by odpocząć i oprawić Mszę św. przy grobie św. Krystyny. Zabrał się do odprawiania Mszy św. rutynowo i trochę bezmyślnie, aż do chwili, gdy przy rozdawaniu Komunii św. zobaczył, że ma na rękach krew. Nie były to jakieś malutkie krople, ale strumyczek krwi ściekający z palców na korporał. Przy czym hostia, którą Piotr z Pragi nadal trzymał w dłoni, zachowała postać białego chleba. Przerażony kapłan niewiele myśląc, zawinął hostię w korporał, włożył wszystko do kielicha i chciał uciec do zakrystii. Wtedy kilka kropli krwi upadło na posadzkę. Piotr z Pragi z wrażenia zemdlał. Zbiegli się ludzie, którzy początkowo osłupieli na ten widok. Naliczono 25 krwawych śladów, tworzących na korporale podobiznę Ukrzyżowanego. O losach niedowiarka z Pragi nie wiemy zbyt wiele, podobno nigdy już nie wątpił w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Od tej pory św. Krystynę obdarzono mianem strażniczki Eucharystii.
Kiedy wydarzył się ów cud, w miasteczku obok - w Orvieto przebywał właśnie papież Urban IV. Na wieść o zdarzeniu kazał słać do Bolseny swoich teologów, którzy rzecz mieli zbadać na miejscu i wykluczyć ewentualne oszustwo. Uczeni po wysłuchaniu świadków i zbadaniu korporału wpadli w zachwyt - nigdy bowiem nikt nie miał fizycznego dowodu na to, iż w czasie Mszy św. następuje przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. Czym prędzej zabrali więc relikwię i zanieśli do Papieża, który wziął korporał z hostią do rąk i wyszedł na zewnątrz do ludzi czekających na to, co Ojciec Święty powie o cudzie. To właśnie wydarzenie uznaje się za początek odprawiania procesji Bożego Ciała.
Relikwie zostały w małym Orvieto, gdzie wzniesiono dla nich potężną katedrę - jedno z arcydzieł światowej architektury gotyckiej. Hostię i zakrwawiony korporał umieszczono w specjalnym relikwiarzu ze złota, srebra i emalii i ustawiono w oddzielnej kaplicy. Zachowały się też skrwawione kamienie z bolseńskiego kościoła. Jeden z nich został wmurowany w ścianę za ołtarzem, przy którym zdarzył się cud, drugi - włożony do relikwiarza - czci się dziś w czasie procesji Bożego Ciała.
Nie dziwi zatem fakt, że największym świętem w Orvieto jest dzień Bożego Ciała. Procesja z Najświętszym Sakramentem i relikwiarzem przechodzi wówczas przez najważniejsze ulice i place miasta. Poprzedza ją 300-osobowy orszak historyczny. Do 1990 r. Orvieto odwiedziło 40 papieży. W 1990 r. na Boże Ciało przyjechał tam Ojciec Święty Jan Paweł II.
Na tym jednym cudzie jednak nie koniec. Od 700 lat w obu miasteczkach dochodzi do niewytłumaczalnych, cudownych zdarzeń. Pielgrzymi z całego świata przyjeżdżają tu, by w kroplach Najświętszej Krwi na kamieniach i korporale dostrzec postać Jezusa z Nazaretu. Łaska ta dana jest ponoć tylko tym, którzy na nią zasługują. Wielu doznaje tu łask i uzdrowień. Wielu odzyskuje wiarę.
W Macerata we Włoszech prawie w 100 lat późnej (1356 r.) przy ołtarzu stał inny kapłan, który tylko na moment zwątpił w obecność Chrystusa w Eucharystii. Przy łamaniu chleba z hostii popłynęła krew na korporał. Cud ten został kanonicznie potwierdzony, a relikwiarz do dziś znajduje się w katedrze w Macerata. Cud w Macerata często porównuje się do słynnego cudu w Bolsena. Do kategorii „Bożych interwencji” można zaliczyć, że tuż przed zdarzeniem z Piotrem z Pragi objawienia o Bożym Ciele miewała belgijska zakonnica, a potem święta, Julianna z Cornillon (1193 - 1258). Po zbadaniu sprawy Kościół ustanowił święto w diecezji Ličge, w Belgii, która była pierwszym krajem obchodzącym to święto.
Jednak najsłynniejszy Cud Eucharystyczny miał miejsce we włoskim Lanciano w VIII w. Zdarzenie dotyczyło pewnego wykształconego zakonnika, któremu spokoju nie dawała kwestia, czy Chrystus naprawdę jest obecny w hostii i czy konsekrowane wino jest rzeczywiście Jego Krwią. Pewnego razu, po konsekracji w czasie Mszy św., na własne oczy zobaczył, jak chleb staje się Ciałem, a wino Krwią. Oniemiały z przerażenia, które ustępowało miejsca wielkiej radości, zaczął krzyczeć do ludzi w kościele, by przyszli zobaczyć, co się dzieje na ołtarzu. Wieść o zdarzeniu błyskawicznie rozeszła się po okolicy. Do klasztoru przychodziły tłumy, by spojrzeć na Ciało Chrystusa i na Jego Krew, która zakrzepła, zamieniając się w pięć nieregularnych bryłek.
Minęło 1200 lat, gdy w 1971 r. cud sprzed wieków wzięli pod lupę naukowcy. Badania wykonywał za zgodą Kościoła słynny włoski uczony prof. Linoli, specjalista w zakresie anatomii, chemii i mikroskopii klinicznej. W laboratorium zbadano mikroskopijne fragmenty relikwii. O wyniku badań pisano we wszystkich gazetach, nazywając je sensacyjnymi. Prof. Linoli ponad wszelką wątpliwość uznał, że pobrane z relikwii próbki to... ludzka tkanka mięśnia sercowego. Znalezione komórki układu nerwowego typowe były dla takiej właśnie tkanki. Pusta przestrzeń wewnątrz ciała odpowiadała komorze sercowej. Nie znaleziono żadnych substancji konserwujących. Jak więc tkanka ta przetrwała 1200 lat w tak dobrym stanie? Zdumiało jeszcze jedno. Na tkance z Lanciano nie ma śladów cięcia nożem czy jakimkolwiek innym ostrym narzędziem. Argument ateistów, że ktoś mógł wykroić z ciała jakiegoś średniowiecznego nieszczęśnika kawałek serca, upadł. Nie ma innego wytłumaczenia - poza cudownym.
Rozważając opowiadania o różnych cudach, żałujemy często, że taki cud nie zdarza się dziś, bo nasza wiara byłaby wtedy wielka. Może tak, a może nie. Tyle bowiem cudów ludzie widzą codziennie, a jakoś one nie prowadzą ich ku Chrystusowi, lecz czasem mówią: - Msza św. przecież nic nie daje! Od tego nie przybędzie mi chleba na stole ani zdrowia w chorobie. Nic nie daje! To tylko jakaś przestarzała tradycja.
Chrystus powiedział kiedyś do słuchających go ludzi, którzy mieli dokładnie takie same problemy jak my: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem” (J 6, 55). I wtedy byli tacy, którzy uwierzyli, jak również tacy, którzy odeszli. Dziś wychodzi ze swoich świątyń, aby powtórzyć te słowa po raz kolejny nam wszystkim. Czy dziś uwierzysz słowom Chrystusa?
Św. Bernard nauczał, że Msza św. daje nam większe zasługi niż wszystkie nasze dobre uczynki razem wzięte. Św. Tomasz Morus mówił o wielkiej mocy, jaką daje mu częste przyjmowanie Komunii św. w czasie Mszy św., o tym, że ów „stracony czas” na modlitwę procentuje mądrością od Boga otrzymywaną.
Dziś Bóg w sposób szczególny przypomina nam, że jest, że nas kocha i zawsze na nas czeka.

W materiale wykorzystano informacje zawarte w książce ks. Władysława Gasidło „Św. Krystyna strażniczką Eucharystii” i informacje internetowe.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wrocławski szpital zatrudnił nie tylko Gizelę Jagielską, ale i jej męża

2026-10-01 09:09

[ TEMATY ]

Gizela Jagielska

Adobe Stock

Gizela Jagielska dołącza do zespołu szpitala na wrocławskim Brochowie. Placówka oficjalnie potwierdziła także zatrudnienie jej męża.

Gizela Jagielska będzie pracować w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Falkiewicza na wrocławskim Brochowie. Informację o zatrudnieniu lekarki oficjalnie potwierdziła dyrekcja placówki.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Wałbrzych. Ostatnia prosta przed święceniami

2026-10-01 20:00

[ TEMATY ]

diakonat stały

Janusz Radziszewski

Diecezjalny Ośrodek Formacyjny w Opolu

Janusz Radziszewski podczas uroczystego wyznania wiary przed święceniami diakonatu stałego.

Janusz Radziszewski podczas uroczystego wyznania wiary przed święceniami diakonatu stałego.

Już tylko kilka dni dzieli Janusza Radziszewskiego od święceń diakonatu stałego. 1 października w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego kandydat złożył wymagane przed święceniami wyznanie wiary i przysięgę.

To kolejna, a zarazem jedna z ostatnich stacji na drodze Janusza Radziszewskiego do diakonatu stałego. W czwartek 1 października podczas liturgii w wałbrzyskiej parafii na Podzamczu złożył on uroczyste wyznanie wiary oraz przysięgę przewidziane dla kandydata przygotowującego się do przyjęcia święceń.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję