Reklama

Wiara

Homilia

Droga do szczęścia

Kiedy szukamy szczęścia i radości, myślimy sobie, że zdobędziemy je przez posiadanie. Im więcej rzeczy wokół siebie zgromadzimy, im więcej nieruchomości nabędziemy, im więcej znajomych będziemy mieć, im więcej różnych bodźców będzie docierać do nas z zewnątrz – tym więcej szczęścia i radości dla nas. Sami jednak wiemy, że po chwilowych radościach często przychodzi gorycz pustki, gorycz rozczarowań. Wyobrażaliśmy sobie, że coś, na co czekaliśmy, przyniesie nam wiele satysfakcji, a okazuje się, że znowu daliśmy się nabrać.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pan Bóg daje nam jednak dzisiaj inną propozycję, inną drogę, która może nas zaprowadzić do szczęścia – tego, które nasyca, a nie rozczarowuje. Zaproszeni są wszyscy, aby pójść drogą, którą proponuje Bóg, lecz pójdą nią tylko ci, którzy Bogu ufają.

Pan Jezus w swojej programowej przemowie powiedział takie słowa: „Błogosławieni, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie” (Łk 6, 21). Głód i płacz świadczą o pewnych brakach, ale potrafią zmobilizować do aktywnego poszukiwania. Przesycenie zaś – odwrotnie: powoduje, że stajemy się powolni, leniwi, przytłoczeni, smutni.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jezus, posyłając uczniów do głoszenia Ewangelii, ucina wiele rzeczy, aby głoszenie wypływało z autentycznej potrzeby, z pewnej konieczności wynikającej z braku czegoś, i w taki sposób stawało się żywe i autentyczne. Możemy to odnieść również ogólnie do naszego życia. Im bardziej jesteśmy czegoś głodni, tym więcej życia i energii w nas wstępuje. Przesyt zaś prowadzi do ociężałości. Pan Jezus mówi, że to właśnie głód prowadzi do nasycenia, że płacz prowadzi do radości. „Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” – woła dziś św. Paweł Apostoł. Droga krzyża jest przechodzeniem od głodu do nasycenia, od płaczu do radości, od śmierci ku zmartwychwstaniu.

W tym kontekście przyjrzyjmy się pokrótce temu, co Jezus chce, abyśmy tracili, by nasze życie nabrało kształtu nasyconego pokoju. To: komfort i poczucie bezpieczeństwa („jak owce między wilki”), bo to prowadzi do ufności; materialne zabezpieczenie („nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów”), bo to prowadzi do poszukiwań; niepotrzebne relacje („nikogo w drodze nie pozdrawiajcie”, „nie przechodźcie z domu do domu”), bo to chroni przed szukaniem ludzkiej chwały i zniewalających zobowiązań; ponadto chce On, byśmy nie szukali relacji za wszelką cenę („jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam”), bo to chroni przed zniewalającym poczuciem, że wszyscy muszą nas lubić i nie możemy się nikomu narazić.

I tutaj postawmy kropkę. Niech to rozważanie pozostawi w nas pewien niedosyt, aby zmobilizował nas do jeszcze głębszych poszukiwań Boga.

2025-06-30 18:51

Oceń: +44 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przyjaciel Jezusa

Niedziela Ogólnopolska 12/2026, str. 22

[ TEMATY ]

homilia

Karol Porwich/Niedziela

Człowieka, który ma przyjaciół, nigdy nie złamią wichry losu. Ma on w sobie dość sił, by pokonać trudności i iść dalej naprzód”. Te słowa Phila Bosmansa pięknie ukazują, czym może się stać przyjaźń między Jezusem a człowiekiem. Marta, Maria i Łazarz wielokrotnie gościli Jezusa w swoim domu w Betanii. Domu, w którym Chrystus był zawsze mile widziany, nie omijały sytuacje trudne. Dotyczy to także doświadczenia śmierci. Łazarz umiera, a jego siostry stają wobec ogromnego bólu. Świadczą o tym słowa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Brzmią one jak modlitwa człowieka zranionego cierpieniem. W tych słowach możemy odnaleźć nie tylko wiarę, ale i żal. Ile razy podobne pytania rodzą się także w naszym sercu: dlaczego Bóg nie przyszedł wcześniej? Dlaczego pozwolił na cierpienie? Dlaczego nie mógł uratować?
CZYTAJ DALEJ

Św. Monika – matka św. Augustyna

[ TEMATY ]

święta

Adobe Stock

"Święta kobieta” – można by dziś użyć potocznego określenia, przyglądając się Monice, jej troskom i niespotykanej wręcz cierpliwości, z jaką je przyjmowała.

Nie tylko to było niezwykłe, co musiała znosić jako żona i matka, ale przede wszystkim to, jaką postawą się wykazała i jak ta postawa odmieniła życie jej męża i syna. Monika. Urodzona ok. 332 r. w mieście Tagasta w północnej Afryce, pochodziła z rzymskiej chrześcijańskiej rodziny. Jednak największy wpływ na jej pobożność miała prawdopodobnie piastunka, stara służąca, która, zajmując się dziewczynką, dbała, by ta ćwiczyła się w pokorze, umiarze i spokoju. Gdy młoda kobieta wychodziła za mąż za rzymskiego patrycjusza, była bardzo religijna, znała Pismo Święte, filozofię, ale przede wszystkim wierzyła, że z Bożą pomocą będzie dobrą, cierpliwą żoną i matką. I była. Jednak jeszcze wtedy nie miała pojęcia, jak dużo ją to będzie kosztowało i jak wielkie owoce przyniesie jej życie. Przeczytaj także: Monika i Augustyn Najpierw mąż. Był poganinem, ponadto człowiekiem gniewnym i wybuchowym. Lubił zabawy i rozpustę. Monika potrafiła się z nim obchodzić niezwykle łagodnie. Swą dobrocią i cierpliwością, tym, że nigdy nie dopuszczała do kłótni, a także modlitwami i chrześcijańską postawą spowodowała nawrócenie i przyjęcie chrztu przez męża. Gdy owdowiała w wieku ok. 38 lat, miała świadomość, że mąż odszedł pojednany z Bogiem. Syn. Monika urodziła troje dzieci: dwóch synów – Nawigiusza i Augustyna oraz córkę (prawdopodobnie Perpetuę). Mimo ogromnego wysiłku włożonego w wychowanie dzieci jeden z synów – Augustyn zapatrzony w ojca i jego wcześniejsze poczynania, wiódł od lat młodzieńczych hulaszcze życie, oddalone od Boga. Kolejne 16 lat swojego wdowiego życia Monika poświęciła na ratowanie ukochanego syna. Śledząc ich losy, trudno pojąć, skąd brali siły na tę walkę, np. ona – by odmówić własnemu dziecku przyjęcia do domu po powrocie z Kartaginy (wiedziała, że związał się z wyznawcami manicheizmu), on – by nią pogardzać i przed nią uciekać. Była wszędzie tam, gdzie on. Modliła się i płakała. Nigdy nie przestała. Wreszcie doszło do spotkania Augustyna ze św. Ambrożym. Pod wpływem jego kazań Augustyn przyjął chrzest i odmienił swoje życie. Szczęśliwa matka zmarła wkrótce potem w Ostii w 387 r.
CZYTAJ DALEJ

Prymas Jasnogórski

Bł. kard. Wyszyński sam nazwał siebie Prymasem Jasnogórskim, bowiem całe jego życie upływało w łączności z Jasnogórską Maryją. Od ponad 40 lat na Jasnej Górze organizowane są z 27/28 każdego miesiąca czuwania z „bł. Prymasem w Domu Matki”. Dziś co miesięczną modlitwę rozpocznie Apel Jasnogórski, o g. 21.00 w Kaplicy Matki Bożej
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję