Reklama

Niedziela w Warszawie

Prawdziwe spotkanie

O tym, czego uczy nas „Mały Książę”, uśmiechu, który może wiele zmienić i relacjach, które są najważniejsze, z kl. Filipem S. Naderem rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Niedziela warszawska 48/2024, str. I

[ TEMATY ]

diecezja warszawsko‑praska

Archiwum WSD DW-P

Klerycy III roku WSD diecezji warszawsko-praskiej, od lewej: Filip S. Nader, Mikołaj Zagórski, Michał Rogala, Piotr Rukat

Klerycy III roku WSD diecezji warszawsko-praskiej, od lewej: Filip S. Nader, Mikołaj Zagórski, Michał Rogala, Piotr Rukat

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Łukasz Krzysztofka: Już 1 grudnia w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Warszawsko-Praskiej pierwszy raz jako klerycy III roku wystawicie sztukę „Mały Książę”. Dlaczego wybraliście do inscenizacji właśnie tę książkę?

Filip S. Nader: Był to pomysł jednego z naszych kolegów, który był z nami na kursie w ubiegłym roku. On zasugerował, że może byśmy wystawili „Małego Księcia”. Pomysł nam się bardzo spodobał. W moim odczuciu to Mały Książę sam nas wybrał, tak jak nasz kurs wybrała nasza patronka – św. s. Faustyna. Poprosiliśmy o pomoc w przygotowaniu znanych aktorów – państwa Agatę Piotrowską-Mastalerz i Andrzeja Mastalerza.

Czego uczyliście się pod ich kierunkiem?

Państwo Mastalerz sami mówią, że ich pomoc to bardziej opieka niż nauka. Z wielkim profesjonalizmem pokazywali nam, jak zagrać konkretną postać, bazując na swoim doświadczeniu. Czasem mówili nam wprost: to popraw, na to zwróć uwagę. Są dla nas bardzo przyjacielscy, mili, otwarci, bardzo nam pomagają i wiemy, że nawet jakby coś się działo w nocy, to śmiało możemy do nich dzwonić, są zawsze w gotowości.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jakie wątki poruszacie w spektaklu?

Sztuka ukazuje historię pilota, który spotyka na pustyni istotę z odległej planety, nieoczekiwanego towarzysza, który opowiada pilotowi swoją historię. Podkreśla przy tym znaczenie relacji międzyludzkich. Ze względu na to, że nas jest tylko czterech, nie bylibyśmy w stanie przedstawić wszystkich wątków, dlatego wybraliśmy najważniejsze epizody, m.in. sceny ze żmiją, lisem czy królem.

Wasze próby przebiegały w poważnej, refleksyjnej atmosferze, czy też znalazło się w nich miejsce na humor?

Oczywiście, było na próbach wiele śmiesznych i luźnych momentów. Np. wtedy, kiedy przyszli reżyserowie i powiedzieli: Słuchajcie, robicie sami dekoracje. Dostaliśmy płótno, farbę i powiedzieli nam: Zdejmujecie buty, skarpetki, wchodzicie na to płótno, rysujecie, malujecie i potem to płótno zawieszamy. Byliśmy zaskoczeni, ale udało nam się stworzyć dekorację. Mieliśmy przy tym niezłą frajdę. Było dużo śmiesznych scen, sytuacji, chociażby wspólne wyjścia, narady. Nigdy to nie było na sztywno, zawsze przy tym śmialiśmy się, bo praca nad „Małym Księciem” to nie jest tylko praca, ale i dla nas ogromna radość. Uważamy, że dzień bez uśmiechu jest dniem straconym.

Reklama

Czy trudno było odzwierciedlić na scenie fabułę książki?

Według mnie nie, ponieważ duża pomoc wypłynęła ze strony reżyserów. Nauczyliśmy się roli i pierwsza próba po opanowaniu tekstu to były drobne poprawki, ale nie co do treści czy sposobu wypowiadania słów, tylko bardziej odnoszące się do ruchów. Chyba nie było problemów z interpretacją. Każdy z nas – ponieważ „Mały Książę” to opowieść filozoficzna, a my w tym momencie w seminarium jesteśmy na etapie studiowania filozofii – odnajduje się w granej postaci. Reżyserowie prosili, żebyśmy na nowo przeczytali „Małego Księcia” i myślę, że każdy z nas na nowo odkrył tę książkę i zrozumiał, o co tak naprawdę w niej chodzi.

Co było dla Ciebie najbardziej wymagające w tej inscenizacji?

Opanowanie stresu, ponieważ to jest moje pierwsze takie duże przedstawienie. Nie ukrywam, że obawiam się, jak to będzie, jak to wszystko wyjdzie, ale ufam Panu Bogu i mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i nie zapomnę roli w trakcie sceny.

A co Ci dała osobiście praca nad tym spektaklem?

Oprócz tego, że odczytałem „Małego Księcia” na nowo, to też odkryłem na nowo siebie. Bardziej się zatrzymałem i wsłuchiwałem się w to, co mówi do mnie Mały Książę, ale też coraz bardziej zacząłem wsłuchiwać się w ludzi. Kiedy czytam „Małego Księcia” czy też na próbach, gdy zaczynaliśmy go grać w kostiumach, to jednak przychodzi refleksja, czy przypadkiem któraś z tych ról nie odzwierciedla mnie. To jest dla mnie też okazja do zastanowienia się nad tym, że przecież życie jest jedno i jest darem od Boga. Staram się rozmyślać nad swoim życiem właśnie w kontekście tej książki.

Reklama

Na czym polega ponadczasowość „Małego Księcia”? Dlaczego mimo upływu lat te treści są dzisiaj ciągle aktualne?

Ponieważ postaci, a również trochę wady, które opisywał autor Antoine de Saint-Exupéry są obecne jeszcze w świecie. Dziś w świecie jest trochę próżności, pychy, też poniekąd trochę chciwości. „Mały Książę” to łącznik między przeszłością a teraźniejszością.

Jak dzisiejszy świat odnosi się do wartości, jak: miłość, przyjaźń, wierność, szacunek?

Wartości te są obecne w świecie, ale to nie jest już to samo, co było za czasów np. moich dziadków, którzy obchodzili niedawno 54. rocznicę ślubu. Wartości, o których pan wspomniał, inaczej były przeżywane wtedy, a inaczej są przeżywane dzisiaj.

Z czego to wynika?

Nie chcę oceniać ludzi, ale myślę, że to jest spowodowane jednak zamknięciem się na relacje. Nie tylko na relację z Panem Jezusem, która jest najważniejsza, ale też relacje międzyludzkie. Ludzie coraz bardziej żyją w świecie wyimaginowanym, cyberświecie, a nie żyją w świecie relacji face to face. Media, choć pozornie przybliżają ludzi do siebie, to z drugiej strony nas od siebie oddalają.

Co więc można zrobić, żeby przekazywać te wartości i bronić ich?

Sądzę, że przede wszystkim odłożyć telefon, komputer, zatrzymać się, wyciszyć i wyjść do drugiego człowieka. Czasami jeden uśmiech daje więcej niż 10 emoticonów czy wiadomości typu: „Hej, co u Ciebie słychać?” na komunikatorze. Jeden uśmiech potrafi zmienić wszystko.

Jak można rezerwować bilety na spektakl, który patronatem objęła „Niedziela”?

Telefonicznie pod numerem: 452 908 005 lub naszym adresem e-mail: kontakt@sztuka2024.pl bądź poprzez formularz na stronie sztuki: www.sztuka 2024.pl. Informacje znajdują się również na naszym Facebooku i Instagramie. Spektakle „Małego Księcia” będą odbywały się w auli Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej Matki Bożej Zwycięskiej przy ul. Mehoffera 2 na warszawskim Tarchominie.

2024-11-26 14:13

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czas zostać pielgrzymem nadziei

[ TEMATY ]

Wielki Post

kościoły stacyjne

diecezja warszawsko‑praska

Archidiecezja Warszawska

Zostań pielgrzymem nadziei

Łukasz Krzysztofka

Dzisiaj o godz. 19.00 abp Adrian Galbas odprawi Mszę św. w pierwszym kościele stacyjnym - sanktuarium św. Andrzeja Boboli na Makotowie

Dzisiaj o godz. 19.00 abp Adrian Galbas odprawi Mszę św. w pierwszym kościele stacyjnym - sanktuarium św. Andrzeja Boboli na Makotowie

Rozpoczął się Wielki Post. Wykorzystajmy 40-dniowy okres przygotowań do Świąt Wielkanocnych, pielgrzymując do Kościołów Stacyjnych. W tym roku po raz pierwszy można to zrobić ze specjalnymi paszportami.

„Zostań pielgrzymem nadziei” to przesłanie towarzyszy zaczynającemu się dzisiaj pielgrzymowaniu do kościołów stacyjnych. Jest to również zaproszenie, aby w Roku Jubileuszowym, będącym szczególnym czasem łaski, potraktować odwiedziny 40 kościołów jako wielkopostne rekolekcje w drodze.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Wałbrzych. Ostatnia prosta przed święceniami

2026-10-01 20:00

[ TEMATY ]

diakonat stały

Janusz Radziszewski

Diecezjalny Ośrodek Formacyjny w Opolu

Janusz Radziszewski podczas uroczystego wyznania wiary przed święceniami diakonatu stałego.

Janusz Radziszewski podczas uroczystego wyznania wiary przed święceniami diakonatu stałego.

Już tylko kilka dni dzieli Janusza Radziszewskiego od święceń diakonatu stałego. 1 października w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego kandydat złożył wymagane przed święceniami wyznanie wiary i przysięgę.

To kolejna, a zarazem jedna z ostatnich stacji na drodze Janusza Radziszewskiego do diakonatu stałego. W czwartek 1 października podczas liturgii w wałbrzyskiej parafii na Podzamczu złożył on uroczyste wyznanie wiary oraz przysięgę przewidziane dla kandydata przygotowującego się do przyjęcia święceń.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję