Reklama

Niedziela Lubelska

Z sercem na dłoni

W sąsiedztwie sanktuarium Matki Bożej Księżomierskiej zamieszkali uchodźcy z Ukrainy.

Niedziela lubelska 16/2022, str. VI

[ TEMATY ]

uchodźcy

pomoc dla Ukrainy

Paweł Wysoki

Serca ukraińskich matek i dzieci wypełnia wdzięczność

Serca ukraińskich matek i dzieci wypełnia wdzięczność

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dzieci bawią się w najlepsze, wykorzystując ciepłe promienie wiosennego słońca. Młodsze spacerują wokół sanktuarium, bezpieczne w ramionach matek; starsze biegają po podwórku ośrodka Ruchu Światło-Życie. Zdają się być jak inne dzieciaki, które od czasu do czasu przyjeżdżają tu z rodzicami na rekolekcje. Tylko ukraińska mowa zdradza ich pochodzenie. Otoczone serdeczną pomocą oazowych małżeństw, zadomowiły się w Księżomierzy, ale w sercu skrywają wielką tęsknotę za rodzinnym domem i za ojcami, którzy zostali na Ukrainie.

Czas pomocy

Tuż po wybuchu wojny Domowy Kościół, rodzinna gałąź Ruchu Światło Życie, został poproszony o udostępnienie ośrodka w Księżomierzy dla uchodźców i zaopiekowanie się przybywającymi do Polski matkami z dziećmi. Decyzja została podjęta niezwłocznie; nikt ani przez chwilę nie miał wątpliwości, że trzeba okazać serce bliźnim znajdującym się w potrzebie. Dosłownie z dnia na dzień nastąpiła wielka mobilizacja. Potrzebne były ręce do pracy i mnóstwo rzeczy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Natychmiast do ośrodka pojechał ks. Jerzy Krawczyk, archidiecezjalny moderator Ruchu, który spędził tam dwa tygodnie. Wraz z małżeństwami Mariolą i Andrzejem Łysiakami oraz Ewą i Mariuszem Samolejami, a także kilkudziesięcioma wolontariuszami, pospiesznie przygotowywali dom na przyjęcie uchodźców. Dzięki ofiarności darczyńców, szybko skompletowali materace, pościel, odzież, środki czystości i zabawki dla dzieci. Jak mówią Renata i Józef Nowakowie, para diecezjalna Domowego Kościoła, w tym czasie działy się cuda. – Gdy ogłosiliśmy, że brakuje nam ręczników, w ciągu dwóch godzin mieliśmy już komplet. Gdy poprosiliśmy o używaną zmywarkę, która znacznie usprawniałaby pracę w kuchni, dosłownie w 15 minut otrzymaliśmy informację, że pan z Puław już jedzie do sklepu, by kupić nową – mówi Renata Nowak. Podobnie było z ochotnikami, którzy na kilka godzin lub nawet dni przyjeżdżali sprzątać i sortować dary, które hojnie napływały od oazowej braci, ale też od mieszkańców Księżomierzy i okolic. W akcję zaangażowali się parafianie z proboszczem ks. Józefem Hałabisem, druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej, urzędnicy gminy Gościeradów i starostwa powiatowego w Kraśniku. Jeszcze inne osoby służyły samochodami, którymi przewożeni byli uchodźcy z granicy lub z punktów recepcyjnych.

Do tej pory przez ośrodek przewinęło się niemal 90 osób. Część z nich wyruszyła w dalszą podróż, nawet w odległe kraje Europy, ale 54 uchodźców zamieszkało w Księżomierzy. – Zostaną tu tak długo, jak będzie trzeba – zapewniają Nowakowie. Domowy Kościół zmienił rekolekcyjne plany, przenosząc wielkanocne i weekendowe spotkania Ruchu w inne miejsca; tak, by ukraińskie matki z dziećmi w spokoju mogły doczekać końca wojny i czasu powrotu do swojej ojczyzny.

Nowy dom

Reklama

– Pierwsze tygodnie były bardzo ciężkie – mówi Ewa Samolej. Mieszkanka Stróży, bardzo lubiana kasjerka w jednym z kraśnickich supermarketów, bez zastanowienia wzięła dwa tygodnie urlopu. Zamieszkała w Księżomierzy, by dniem i nocą czuwać nad uchodźcami. – Osoby, które do nas trafiły, były bardzo wyczerpane. Psychicznie wojną i rozłąką; i fizycznie długą podróżą w nieludzkich warunkach. W pierwszych dniach mieliśmy aż 23 osoby chore; w tym dzieci, które potrzebowały opieki szpitalnej. Na szczęście przyjechała do nas pani doktor, która w kaplicy naprędce przerobionej na gabinet udzielała porad i wypisywała recepty. Jednego dnia w aptece zapłaciliśmy za leki ponad 1700 zł. Jedna dziewczynka była tak słaba i odwodniona, że bałam się sama wieźć ją do szpitala. Na szczęście dziś jest już zdrowa i radosna – opowiada pani Ewa. Bardzo chore były też bliźniaki Mariny, które otrzymały pomoc w kraśnickim szpitalu. Najgorzej było z kilkuletnim Denisem, który przyjechał do Księżomierzy z ropnym zapaleniem ucha. Przez kilka dni mieszkał w Lublinie na dużej hali noclegowej. Jego stan był tak poważny, że wymagał leczenia w uniwersyteckim szpitalu dziecięcym. – Wielką pomocą jest dla nas pani doktor z przychodni w Gościeradowie. Przyjmuje nasze dzieci, kiedy tylko potrzeba. Leczyła je nawet wtedy, gdy jeszcze nie miały nadanych numerów pesel – mówi z wdzięcznością. Opieki medycznej i stomatologicznej potrzebują też mamy; wśród kilkunastu dorosłych kobiet są osoby chore na serce i na raka. – Mamy jednego dorosłego mężczyznę. Witia jest ojcem 5 dzieci, a jego żona jest poważnie chora, dlatego mógł wraz z rodziną opuścić Ukrainę. Tu bardzo nam pomaga; chce jak najszybciej podjąć pracę zarobkową – opowiada pani Ewa. Dodaje z przekonaniem: – Trzeba się nimi zająć. Taki teraz czas pomocy. Uchodźcy na nas liczą, potrzebują nie tylko opieki, ale i miłości.

W praktyce wygląda to tak, że co rusz jedne dzieci wdrapują się na kolana uśmiechniętej kobiety, inne pokazują jej zabawki, kolorowe ubrania czy misternie splecione warkocze. Część dzieci, których jest tu ok. 40, poszła już do szkoły. Nauczyciele z Księżomierzy zakupili im książki i zeszyty, lubelska Caritas, z którą Domowy Kościół współprowadzi ośrodek dla uchodźców, przekazała m.in. plecaki i markowe dresy.

Reklama

– Większość uchodźców przyjechała dosłownie bez niczego. Panie ze Lwowa, Lubomla, Równego, Mikołajewa, Berdyczowa czy okolic Czerkasów brały dzieci na ręce i uciekały przed wojną. Jedna z osób uszła z życiem z bombardowanego miasta; w jej pamięci zostały ponure wspomnienia wybijanych okien, przez które rosyjscy żołnierze uprowadzali kobiety. Marina z Równego, mama czwórki chłopców, przez 3 dni szukała autobusu, którym mogłaby dostać się do granicy. Gdy znalazła kierowcę, miała niespełna dwie godziny, by dotrzeć z dziećmi na przystanek. W środku nocy, na granicy, długo płakała, nie wiedząc, co z nimi będzie. 17-letni Siergiej w środku zimy jechał w dziurawych butach… Teraz, dzięki ofiarności wielu osób, mają wszystko, czego potrzeba do spokojnego życia. Ukrainki zadomowiły się w Księżomierzy, same sprzątają, piorą, gotują. Na początku pomagała im pani Ela, kucharka z miejscowej szkoły, ale stanęły już na nogi i radzą sobie coraz lepiej. Zaczęły też uczyć się języka polskiego; myślą o jakiejś pracy. Z zajęciami dla dorosłych i dzieci przyjeżdża pan Marek ze Stróży, jak większość darczyńców i wolontariuszy związany z Domowym Kościołem.

Siłą wspólnoty

– Gdyby nie wspólnota Domowego Kościoła, na pewno nie dalibyśmy rady. Czujemy opiekę Matki Bożej, z której sanktuarium sąsiadujemy. To dla nas najlepsze miejsce i najlepszy czas – zapewnia pani Ewa. Przyznaje, że we wspólnocie jest z mężem od 8 lat. Pan Mariusz niechętnie stawiał pierwsze kroki w Domowym Kościele, ale tak spodobała mu się dobroć i otwartość małżeństw w kręgach, że teraz nie wyobraża sobie innego życia. Pomagając uchodźcom, spędza w Księżomierzy urlop i zapowiada, że po pracy będzie tu często przyjeżdżał. – Nie możemy ich zawieść. Chociaż bywa ciężko, siłę daje Pan Bóg i wspólnota. Nie wiem, czy bez Domowego Kościoła podjęłabym się takiej pracy – mówi Ewa Samolej. – Pan Mariusz to taki nasz ojciec, a pani Ewa to mama – mówi z wdzięcznością Marina. Wkrótce pałeczkę w koordynacji działań na miejscu przejmie Anna Słowik, emerytowana nauczycielka z Księżomierzy. Bo chociaż Ukrainki radzą sobie w nowej sytuacji coraz lepiej, wciąż potrzebny jest im ktoś do pomocy.

Pod koniec lutego Domowy Kościół wziął nas siebie odpowiedzialność opieki nad uchodźcami, i przez kolejne tygodnie ofiarną pracą dowodzi, że nie rzuca słów na wiatr. – To był odruch serca. Nie zastanawialiśmy się, czy mamy dość sił, żeby podołać dziełu. Taka była potrzeba chwili, a Pan Bóg podsunął rozwiązania, dał ofiarnych ludzi. Ta wielka akcja bardzo nas zjednoczyła w niesieniu pomocy i we wspólnej modlitwie – podkreślają Renata i Józef Nowakowie. Zapewniają, że Domowy Kościół nadal będzie troszczyć się o uchodźców. W tej bezinteresownej pracy każdy może wspomóc ich modlitwą, darami rzeczowymi i środkami finansowymi.

2022-04-12 12:20

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Małe Stópki – Ukrainie

Niedziela szczecińsko-kamieńska 14/2022, str. IV

[ TEMATY ]

Fundacja Małych Stópek

pomoc dla Ukrainy

Archiwum Fundacji Małych Stópek

Medykamenty wyruszyły do Lwowa do szpitala św. Mikołaja

Medykamenty wyruszyły do Lwowa do szpitala św. Mikołaja

W ogromną pomoc dla Ukrainy od pierwszych godzin wojny włączyły się wszystkie organizacje humanitarne, charytatywne, społeczne i kościelne. Jedną z nich jest szczecińska Fundacja Małych Stópek.

Dramat cierpiącej Ukrainy poruszył serca całego świata, a Polaków w szczególny sposób. Od chwili wybuchu wojny na Ukrainie Fundacja Małych Stópek rozpoczęła zbiórkę zróżnicowanych darów.
CZYTAJ DALEJ

Mieszkańcowi przeszkadzają kościelne dzwony. Wójt staje w obronie i mówi: "Żadnej decyzji zakazującej używania sygnałów nie wydam!"

2026-09-09 09:42

[ TEMATY ]

dzwony

pixabay.com

Jak informuje Mateusz Wojciechowski, wójt gminy Ostrowite, w niedzielę i poniedziałek w Ostrowitem trwała dyskusja dotycząca bicia dzwonów przy kościele oraz wyłączania głośników podczas niedzielnych mszy. Powodem miał być jeden z mieszkańców, który zgłosił policji, że dźwięki dochodzące ze świątyni mu przeszkadzają - informuje portal epoznan.pl.

Wójt gminy mówi dosadnie: Dochodzimy do takiego momentu, że tego typu precedensy otrzymują rangę wyroków sądu. To absurd! Właśnie przed momentem w rozmowie z kościelnym parafii w Ostrowitem, kazałem WŁĄCZYĆ Z POWROTEM dzwony i głośniki. Nie dajmy się zwariować. Cisza nocna trwa od 22:00 do 6:00, a dźwięk tych urządzeń jest o określonych dB. Żadnej decyzji zakazującej używania sygnałów w Ostrowitem nie wydam! - komentuje Mateusz Wojciechowski.
CZYTAJ DALEJ

Mazowieckie: Śledztwo w sprawie zderzenia pociągu z ciężarówką poprowadzi prokuratura w Radomiu

2026-09-09 20:17

[ TEMATY ]

wypadek

PKP Intercity

PAP/Leszek Szymański

Śledztwo w sprawie środowego zderzenia pociągu osobowego z ciężarówką w powiecie przysuskim, w wyniku którego zginęła jedna osoba, będzie prowadzić Prokuratura Okręgowa w Radomiu – poinformował PAP szef tej instytucji Robert Czerwiński.

Dodał, że na miejscu pracują śledczy z Przysuchy. Dlatego – jak wyjaśnił – śledztwo nie zostało jeszcze formalnie wszczęte, ale nastąpi to niezwłocznie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję