Nieżyjący już jezuita o. Józef Możdżeń mawiał, że modlitwę z dziećmi najlepiej zacząć od kołyski lub nawet wcześniej – gdy dziecko jeszcze jest pod sercem matki.
Ten czcigodny i zacny kapłan wiele lat przepracował z rodzinami, poświęcił im mnóstwo czasu, by wytłumaczyć, jak istotna jest modlitwa z dziećmi. Zachęcał, by rodzice modlili się w obecności dziecka już wtedy, gdy ono, pozornie niczego nieświadome, zawinięte w beciki, leży grzecznie w łóżeczku.
Dlaczego tak wcześnie?
Czy modlitwa rodzinna: mamy, taty i dziecka (dzieci) to najlepszy sposób na przekazanie wiary i katolickie wychowanie? Dlaczego rodzice powinni to robić i dlaczego nie powinni się od tego uchylać? Katechumenat rodzinny, czyli katolickie wychowanie naszych dzieci, to bardzo szeroki, fascynujący, ale i niełatwy temat. Spójrzmy na jeden z jego elementów: modlitwę rodzinną z dziećmi.
Gdy wrócimy pamięcią do dnia naszych zaślubin, być może przypomnimy sobie jedno ze zobowiązań, które uroczyście złożyliśmy jako potencjalni rodzice w obecności kapłana, a więc tym samym wobec całego Kościoła. Zapewne odpowiedzieliśmy uroczyste „tak” na pytanie: „Czy jesteście gotowi przyjąć i po katolicku wychować dzieci, jakimi Bóg was obdarzy?”. Modlitwa rodzinna to nie tylko nasz katolicki przywilej, ale także obowiązek. Wynika on z faktu, że to rodzice są odpowiedzialni za przygotowanie i doprowadzenie dziecka do dojrzałej wiary. Często nie mając nawet świadomości takiego obowiązku, chętnie cedują go na Kościół, czyli na lekcje katechezy w przedszkolu czy szkole, czasami na dziadków lub jakieś organizacje (wspólnoty) kościelne. Tymczasem już od pierwszych chwil przebywania razem w rodzinie, praktycznie od momentu, gdy mama i tata dowiadują się, że pojawiło się „ono”, mogą i powinni nawiązać z nim szczególną duchową więź.
Tak mogą wyglądać początki. Dodajmy, początki optymalne – gdy świadomi rodzice wiedzą, że o wychowanie katolickie dziecka należy zadbać najwcześniej, jak się da. Wspomniany o. Józef Możdżeń obrazowo pokazywał wartość takich starań. Gdy dziecko od pierwszych dni, na początku zupełnie nieświadome, widzi modlących się przy nim rodziców, dorasta w przeświadczeniu, że modlitwa to bardzo ważna sprawa. Widzi mówiących nie do siebie, nawet nie do niego samego, ale do Kogoś, kogo wprost nie widać, ale Kto musi istnieć, skoro się do Niego zwracają. Zapewne jest to Ktoś bardzo ważny, skoro robią to codziennie i są w to bardzo zaangażowani.
Osobista więź
Reklama
To oczywiście pewien wyidealizowany obraz, który, niestety, prawdziwy jest tylko w niewielu przypadkach. Wielu rodziców bowiem, dopiero gdy ich dzieci są już nieco starsze, zaczyna się zastanawiać, że może warto się z nimi modlić, może powinny znać jakieś modlitwy, żeby babcia czy dziadek nie narzekali, iż dzieci nie są wychowane, jak trzeba. Co powie ksiądz podczas wizyty po kolędzie, dziecko przecież dorasta i zbliża się jego Pierwsza Komunia św... Tymczasem motywacja do modlitwy z dzieckiem powinna być zupełnie inna. Rodzice, mający osobistą relację z Bogiem, modlący się codziennie indywidualnie i razem (modlitwa małżeńska), wprowadzają swoje dziecko w świat nadprzyrodzonych relacji. Im wcześniej dziecko zobaczy u swoich rodziców tę niewidzialną nić porozumienia, dialogu i miłości ze Stwórcą, który dał im życie, dał im potomstwo i teraz błogosławi w codziennym życiu – im wcześniej dziecko doświadczy takich relacji, tym lepiej dla niego. Jeżeli nasz potomek rośnie w przeświadczeniu, że Bóg istnieje, bo rodzice codziennie z Nim rozmawiają, to takie doświadczenie wrośnie w nie głęboko i pozostanie w nim do końca życia. Będzie to dla niego ważne w wieku dorastania, w dorosłości, a najwyraźniej da o sobie znać w chwilach kryzysu wiary i nocy ciemnej. Wtedy bowiem, pośród mroku i beznadziei, zabłyśnie w duszy mała oliwna lampka: doświadczenie pokoju, radości i bezpieczeństwa wspólnej modlitwy z rodzicami zdobyte od najmłodszych lat. A zatem, im wcześniej, tym lepiej.
Gdy nie jest łatwo
Wielu rodziców doświadcza jednak trudu, walki i zmagania się z dziećmi pragnącymi robić inne, ciekawsze rzeczy niż modlić się codziennie wieczorem. Wielu powie, że ich dzieci nie są cierpliwe, nie chcą być pobożne albo mają tyle innych rozpraszaczy w postaci zabawek, technologii czy alternatywnych, wirtualnych kontaktów z kolegami, że walka z tym to jak walka z wiatrakami. Znowu powinniśmy więc wrócić do zasadniczego pytania: dlaczego modlimy się z dziećmi?
Dzieci, zwłaszcza jeśli zostały wprowadzone „od małego”, uwielbiają codzienne rytuały sprawiające im radość. Jeżeli rodzicom uda się zaszczepić w nich potrzebę wspólnego spotkania z mamą i tatą, ze starszym czy młodszym rodzeństwem w ulubionym miejscu, gdzie wspólnie zwracają się do Dobrego Ojca, Stwórcy i Dawcy wszelkich darów, gdzie mogą podziękować i poprosić, gdzie mogą także poukładać wszystkie „zabałaganione” w ciągu dnia sprawy, przeprosić się oraz prosić o wybaczenie – to wszystko, jeśli jest przeżywane naturalnie, z radością spotkania i z zaangażowaniem rodziców, będzie trwałym, a także fundamentalnym doświadczeniem wiary u dziecka.
Modlitwa rodzinna nie powinna być nudna, powtarzalna i sztampowa. Powinna zmieniać się wraz z dzieckiem, razem z nim dorastać i dojrzewać. Gdy w rodzinie modli się razem kilkoro dzieci, starszych i młodszych, maluchy przyglądają się starszemu rodzeństwu i, choć jeszcze tego nie rozumieją, wiedzą, że to jest ważne oraz prawdziwe. Same jednak mają prawo do spontanicznych form, takich jak piosenki, czytanie krótkich fragmentów Biblii napisanej infantylnym, czyli dziecięcym językiem. Codzienne spotkanie z Bogiem w gronie rodziny to wielka szansa, by pośród całego dnia spotkać się razem i doświadczyć miłości: jesteśmy kochającą się rodziną i właśnie mamy okazję podziękować za to Bogu. Nie potrzeba więc modlić się długo, wystarczy kilka minut. Najważniejszym doświadczeniem wychowawczym jest bowiem stałość i regularność. Bóg kocha nas 24/7. My możemy Mu za to codziennie dziękować.
Nieustannie próbować
Wiadomo jednak, że czasem zaczynamy późno. Wielu rodziców ma ogromny problem z włączeniem dorastających dzieci do modlitwy rodzinnej. Tu trzeba być realistą: może się nie udać. Dlaczego? Ponieważ rozpoczyna się proces odłączania, utraty dawnych autorytetów, usamodzielniania się i budowania własnych doświadczeń, niezależnych od rodziców. Może się okazać, że nasze nastoletnie dzieci nie chcą już się z nami modlić, bo my nie chcieliśmy modlić się z nimi, gdy były małe. Wielu chrześcijańskich rodziców ma to trudne i bolesne doświadczenie. Pozostaje im więc jedynie próbować modlić się za dzieci i nie ustawać w delikatnym zapraszaniu do nowej dla nich formy relacji z Bogiem i rodziną. Cuda się zdarzają zwłaszcza wtedy, gdy modlimy się o nie z wiarą...
Kolumna Matki Bożej Różańcowej przy Bazylice św. Dominika w Bolonii
W październiku częściej niż w innych miesiącach roku rozbrzmiewa na całym świecie modlitwa różańcowa. Częścią składową tej modlitwy wypowiadanej przez niezliczone rzesze wiernych w różnych językach jest „Pozdrowienie Anielskie”. Jest to modlitwa „anielska”, piękna i bardzo ważna, ponieważ pierwsza jej część to słowa pochodzące od samego Boga, a przekazane na ziemię przez Anioła Gabriela zapisane w Ewangelii św. Łukasza. Natomiast druga część „Pozdrowienia” to dwie wstawiennicze prośby Kościoła.
„Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą” (Łk 1, 28). W naszych codziennych modlitwach posługujemy się tradycyjnym staropolskim tłumaczeniem, dlatego mówimy „Zdrowaś Maryjo”. Jest to pozdrowienie w formie greckiej, oznacza dosłownie „raduj się”. W takiej też formie zostało przetłumaczone na język cerkiewno-słowiański: „Radujsia Błagodatnaja – raduj się Napełniona Łaską”.
Słowa te wypowiedział Boski wysłannik Gabriel, nic więc dziwnego, że Maryja w pierwszej chwili zlękła się zobaczywszy Anioła. W dziejach narodu wybranego znane są wypadki, że takie spotkanie znaczyło tyle, co upomnienie, albo też zapowiadało karę Bożą. „Nie bój się...”, to nie kara, lecz słowa uznania, słowa, które spośród wszystkich ludzi na ziemi usłyszała tylko Ona, jedyna kobieta – Maryja. Nigdy ani przedtem, ani potem, nikogo nie pozdrowił w ten sposób Boży Wysłaniec, nigdy i nikogo więcej tak Bóg nie wywyższył. Pan był z Nią, ponieważ zawsze była bez grzechu, i tylko Ona mogła w każdej chwili powiedzieć „Oto ja służebnica Pańska”, bo zawsze służyła Bogu i dobru.
„Pełna łaski”, a więc cała święta, wybrana przez Boga, aby być narzędziem w Jego zbawczym planie „...Znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” (Łk 1, 30-32). W ten sposób wypełnia się obietnica dana ludziom przed wiekami, Maryja wraz ze swym Synem zetrze głowę węża – szatana. Gdy zgodziła się przyjąć Boży plan zbawienia, stała się „Domem Złotym”, „Przybytkiem Ducha Świętego” i „Darochranitielnicą”, co w terminologii Kościołów wschodnich oznacza złoty domek ustawiony na ołtarzu, który ochrania i okrywa Dary – Ciało i Krew Jezusa przeznaczone dla chorych. Ona jest taką Darochranitielnicą wówczas, gdy nosi w sobie Jezusa przed narodzeniem, gdy opiekuje się Nim w Nazarecie, gdy interesuje się Jego nauczaniem i wówczas, kiedy stoi bolesna pod Krzyżem, a także dziś, gdy ochrania Kościół.
Głównym celem uwielbienia jest Sam Bóg. Maryja, Aniołowie, Święci i całe stworzenie Jemu cześć oddaje. Trzeba jednak pamiętać, że Bóg stworzył człowieka „na swój obraz” (Rdz 1, 27), a Maryja jest Jego najpiękniejszym dziełem – obrazem. Jeśli sam Bóg tak pięknie Ją pozdrawia, to my Jego dzieci, Jego dzieło trochę mniej udane, powinniśmy czynić podobnie, mając na uwadze to, że w Niej jest Pan, a więc nasze słowa uwielbienia są jednocześnie skierowane do Pana Boga, tylko jeszcze bardziej upiększone i udoskonalone przez Maryję. Henry Bars napisał: „W jednym «Zdrowaś Maryjo» jest więcej światła i chwały niż we wszystkich witrażach katedralnych” (za Ivo Bagarić).
„Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. To jest druga część „Pozdrowienia”, w której zawarte są prośby całego Kościoła, który jest święty, bo Chrystusowy, ale jednocześnie grzeszny, bo należą do niego także grzesznicy. Nasza modlitwa będzie skuteczna tylko wtedy, gdy uświadomimy sobie i uznamy naszą grzeszność. Pokornie prosimy Maryję o wsparcie teraz, czyli w całym naszym życiu na ziemi, a więc gdy jesteśmy dziećmi, potem kiedy dorośniemy, we wszystkich naszych działaniach i poczynaniach. Nasze prośby są bardzo zróżnicowane, jedne dotyczą spraw bardzo trudnych, bolesnych, czasem z naszego punktu widzenia beznadziejnych. Inne to codzienne jakieś małe sprawy. Takich próśb jest bardzo wiele, wystarczy udać się do jakiegoś sanktuarium, choćby przed obraz płaczącej Matki Bożej z archikatedry lubelskiej, gdzie na klęcznikach znajdziemy tabliczki z napisem: „Tu się modliłem, zostałem wysłuchany”.
Bóg troszczy się o każdego człowieka, dlatego pozwala Jej działać, jest przecież „Służebnicą Pańską” dlatego tyle razy przychodzi z Nieba na ziemię, aby przypominać grzesznikom wolę Bożą, aby prosić, napominać a także uzdrawiać.
O to „teraz” zapewne często modlimy się, szczególnie, gdy jest nam ciężko, ale ostatnia prośba zawarta w „Zdrowaś Maryjo” dotyczy godziny naszej śmierci. Mówienie dziś o cierpieniu i śmierci jest tematem niechcianym i jakby wstydliwym. Liczy się tylko młodość, uroda, sprawność, pieniądze, konkurencja, jakby nie było dalszego ciągu ludzkiego życia, które zmierza przez cierpienie, starość i choroby do śmierci. Dla człowieka wierzącego śmierć jest przejściem do „Domu Ojca”, ale do tego, tak jak do wszystkich ważnych wydarzeń w życiu trzeba się przygotować. Nawet w chwili śmierci szatan zrobi bardzo wiele, by człowieka oderwać od miłości Bożej. I właśnie wtedy bardzo potrzebna jest nam pomoc. Któż może być bardziej pomocny jeśli nie Matka Boża? „Módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”. Wilhelm Huenermann w życiorysie św. Jana Vianneya pt. „Święty i diabeł” pisze, że pewien oficer francuski wychowany w wierze katolickiej, ale nie praktykujący popełnił samobójstwo skacząc z mostu do rzeki. Jego żona, głęboko wierząca, bardzo rozpaczała sądząc, że jej mąż został potępiony. Przyszła więc do ks. Vianneya i rzuciła się przed nim na kolana. Św. Proboszcz „...popatrzył na nią chwilkę. – Księże proboszczu – wyjąkała. Ks. Vianney pochylił się nad nią i szepnął: – Jest zbawiony. Zmieszana dama podniosła się. – Co ksiądz powiedział? – powiedziałem pani, że jest zbawiony. Pomiędzy barierą mostu a powierzchnią wody miał czas, by wzbudzić akt żalu. Matka Najświętsza wyjednała mu tę łaskę. – Skąd to ksiądz wie? – Wiem moje dziecko, wiem. W maju odmówił z panią jedno Zdrowaś Maryjo przed obrazem Matki Bożej. Przypomina sobie Pani? Z powodu tego jednego Zdrowaś Mario dobra Matka Boża wyjednała mu łaskę pokuty i miłosierdzie Boże. Ale niech się pani za niego modli. Czeka na modlitwy pani w czyśćcu”.
Każdy człowiek musi być świadomy tego, że gdzieś i kiedyś zakończy swoje życie. Tylko dla jednych będzie to kompletnym zaskoczeniem, może nawet panicznym strachem, a dla innych momentem nawet bardzo oczekiwanym. Nikt nie zna czasu zejścia z tego świata. „A gdy będziemy schodzić z tego świata, niechaj nas niosących pełne naręcza dobrych uczynków, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do wiecznego szczęścia” (Modlitwa na poświęcenie ziół i kwiatów, Agenda Lit.).
Słowami „Pozdrowienia Anielskiego” modlą się także nasi bracia z Kościołów wschodnich. Pierwsza część tej modlitwy jest niemal identyczna z wersją zachodnią, natomiast nieco zmieniona jest jej druga część i brzmi ona w wolnym tłumaczeniu tak: „... Błogosławiony owoc żywota Twojego, ponieważ porodziłaś Zbawiciela dusz naszych” (Błagosłowien płod czrewa Twojego, jako Spasa rodiła jesi dusz naszich”).
MEN chce "zagwarantować uczniom ustawowe prawo do kształtowania własnego stroju i wyglądu". Ma im przysługiwać "wolność od dyskryminacji z jakiegokolwiek powodu", a w szczególności ze względu m.in. na wygląd. Jednak strój ma być zgodny z ogólnie przyjętymi normami społecznymi.
W wielu statutach szkół w Polsce nadal funkcjonują zapisy nakazujące „naturalny” kolor włosów, zakazujące koloryzacji, określające dopuszczalny rodzaj fryzury lub zobowiązujące uczniów do wiązania włosów w określony sposób” – napisała w poselskiej interpelacji do minister edukacji Katarzyna Matusik-Lipiec. Jak dodała, aktualne przepisy Prawa oświatowego wskazują, że statut szkoły może określać zasady ubioru, „jednak nie uprawnia to do ingerencji w elementy indywidualnej ekspresji ucznia, takie jak kolor włosów czy stylizacja”.
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki wręczył akty nominacyjne nauczycielom akademickim oraz pracownikom nauki i sztuki.
Jesteście Państwo, świat nauki, polscy profesorowie, polscy naukowcy, niezbędni do tego, aby Polska rozwijała się w kierunku dobrobytu, świadomości i rozwoju, którego wszyscy oczekujemy w XXI wieku. Wielkie gratulacje, podziękowania – podkreślił Prezydent podczas uroczystości.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.