Reklama

Z muzycznej szuflady

Moje przesłanie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

ANNA PRZEWOŹNIK: – Co daje w życiu odwagę?

MICHAEL PATRICK KELLY: – Wiara. Staram się czytać Biblię codziennie. Wzorem jest postawa Maryi, która przyjęła wiadomość: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna...”, i Jej odpowiedź: „fiat” – tak. Przyjęcie Słowa z zaufaniem i wiarą. Jest to proste, ale i trudne, jeśli włączamy w to nasze lęki, racjonalizowanie, przeszkody.

– Wiem, że spotkałeś Jana Pawła II. Czy możesz powiedzieć, że ten święty dodał Ci odwagi?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Był wybitnym artystą, pisał wiersze i chyba doskonale rozumiał piękno, sztukę. Napisał list do artystów, który miał wpływ na mój odbiór jego osoby. Kiedy przybywał do kraju, całował ziemię. Przemawiał gestami. Swoją obecnością wypełniał miejsce jak artysta scenę. Urzekło mnie też jego oddanie się Maryi, oparte na modlitwie różańcowej, na dziełach św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Urzekło mnie jego nawoływanie do odwagi, bo sam przekonałem się, że lęk jest najgorszym doradcą.

– A spotkanie żywego Boga?

Reklama

– W 1999 r., kiedy pojechałem do Lourdes, doznałem nawrócenia. Wtedy przechodziłem trudny czas, kryzys, depresję. Miałem myśli samobójcze. Byłem na dnie. W telewizji zobaczyłem program dokumentalny na temat Lourdes. Na początku myślałem, że to miejsce dla starszych pań, a ja przecież jestem młody, jestem gwiazdą! Jednak nie mogłem się temu oprzeć. Rzeczywiście, było sporo starszych pań, ale byli też młodzi ludzie. Podczas modlitwy w ciszy poczułem niesamowity pokój. Czułem obecność Matki Bożej, dającej mi pocieszenie, i wtedy powiedziałem, że chcę dać sobie drugą szansę. Skierowałem prośbę do Niej o pomoc, by znaleźć Boga, pokój i zrozumieć sens mojego życia. Zacząłem modlić się na różańcu i codziennie odmawiałem trzy tajemnice. Zacząłem czytać Biblię, poszedłem do spowiedzi i wszystko zaczęło się zmieniać. Wiara jest moim wyborem i to się wydarzyło w Lourdes.

– Wyborem było też 6 lat w klasztorze…

– Tak, byłem w zakonie (2004-2010). Poczułem powołanie i w ciągu tamtych 6 lat przeszedłem głęboką szkołę wiary, miłości, zrozumienia, nie tylko żyjąc słowami, ale trwając na modlitwie, w ciszy, we wspólnocie. Wszystko po to, by wieść wewnętrzny dialog z Bogiem, bez zewnętrznych zakłóceń, telefonów, e-maili, koncertów, by skoncentrować się tylko na Bogu. W przypowieści Jezus mówi: „Ten, kto straci swoje życie, zachowa je” (por. Łk 9, 24 – red.). Więc poszukiwałem Pana Boga, ale też i siebie. Kiedy patrzy się na obraz, można powiedzieć, że jest piękny. Ale kiedy wiem, kto go namalował i jakie było przesłanie, wówczas mogę lepiej zrozumieć dzieło. Podobnie ma się rzecz z nami – stworzeniami i naszym Stwórcą. Gdy możemy lepiej poznać naszego Stwórcę, możemy też lepiej siebie poznać.

– Czy w Twoim przypadku udało się to?

Reklama

– Kiedy wchodzi się w życie zakonne, żyje się w posłuszeństwie. Oznacza to mówienie „nie” swojej woli. Powiedzmy, że nagle dostaję natchnienia do napisania utworu i... słyszę dzwonek. Muszę być posłuszny sygnałowi dzwonka, nie mojemu natchnieniu, więc „nie moja, ale Twoja wola niech się stanie”. Można słyszeć różne pokusy: tęsknotę za rodziną, chęć małżeństwa, zjedzenia czegoś innego, i jest to jakby szkoła poświęcenia się, ofiary z siebie każdego dnia. Więc jest to „nie moja, lecz Twoja wola”.

– Co się zmieniło?

– Po 6 latach pobytu w zakonie zachorowałem. Nie mogłem ani studiować, ani pełnić posługi jako kapłan. Pomyślałem, że może Pan Bóg ma dla mnie inny plan. Może Pan Bóg chce, bym wrócił do muzyki, może moim powołaniem jest małżeństwo... Moje doświadczenie pokazało, że jeśli powierzamy wszystko Bogu, On nam oddaje dużo więcej. Wydaje nam się, że coś możemy stracić. Powiedziałem sobie: Ok, Panie Boże, daję Ci wszystko. Bóg dał mi z powrotem gitarę, dał mi wspaniałą żonę i obdarzył wspaniałym życiem. Przypomina mi się Abraham. Kiedy poświęca się to, co jest dla nas najważniejsze, to nawiązuje się relacja między Tobą a Panem Bogiem. Dla mnie Bóg jest wszystkim.

– Co pomaga Ci stawiać Pana Boga na pierwszym miejscu?

Reklama

– Zauważenie mojej słabości. Bo wtedy uświadamiam sobie, że nie jestem bohaterem czy świętym i mam polegać na Bogu. Dlatego podoba mi się duchowość św. Teresy z Lisieux, Teresy od Dzieciątka Jezus. Ufała Bożemu Miłosierdziu. Jej konsekrowane życie nie było oddane sprawiedliwości Bożej, ale Bożemu Miłosierdziu. Świadoma swej niemocy modliła się rano i zasypiała, budzona dzwonkiem; ofiarowała swoją słabość Bogu, zawierzając się Jemu, wiedząc, że sama nic nie może. Mała Tereska zrewolucjonizowała myślenie o dążeniu do świętości, mówiąc, iż nie możemy być sami z siebie świętymi. Uważała, że trzeba zaufać Bogu jak dziecko. Twierdziła, że właśnie z niedoskonałościami idziemy do Pana Boga.

– Czy utwory to też przekaz wiary?

– Myślę, że będąc artystą, nie należy być moralistą. Więc kiedy piszę jakiś utwór pod natchnieniem, nie myślę o tym, by przekazać jakieś przesłanie innym. Jest to potrzeba wyrażenia siebie. Artysta wyraża to, czym żyje, czego doświadcza. Od kiedy zacząłem żyć wiarą, zacząłem pisać utwory duchowo głębokie, religijne. Moje przesłanie do młodych to autentyczność. Kiedy jestem prawdziwy w tym, co robię, przynosi to większy efekt niż jakiś mój pomysł, moja koncepcja czy strategia, jak dotrzeć do innych.

– Te paciorki widoczne przy koszuli... czy to różaniec?

– Tak, mój najlepszy przyjaciel podarował mi różaniec w dniu ślubu, więc go noszę. Modlę się na różańcu i odmawiam codziennie Koronkę do Miłosierdzia Bożego...

Tłumaczenie: Aneta Amrozik

Cały wywiad audio na stronie: www.fm.niedziela.pl

* * *

Reklama

Michael Patrick (Paddy) Kelly
irlandzki muzyk, który przed laty występował w legendarnym zespole The Kelly Family, kolejny raz odwiedził Polskę.
Pierwszy raz był tu w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy śpiewał z zespołem. W tym roku wziął udział w Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie, także w spotkaniach związanych z projektem „Dekalog”, dzięki czemu udało nam się z nim porozmawiać. Muzyk podkreśla, że bardzo lubi nasz kraj, Jasną Górę, Kraków, Łagiewniki, szczególnie zaś podoba mu się to, jak Polacy potrafią dawać świadectwo żywej wiary i pielęgnować tradycje chrześcijańskie. Obecnie Paddy promuje swój najnowszy album „Ruah”. Utwory, które się na nim znalazły, powstały w czasie jego kilkuletniego pobytu w klasztorze.

* * *

Projekt „Dekalog” – wspólne dzieło muzyczne artystów z Polski i świata, powstałe z inicjatywy producenta Marcina Pospieszalskiego i Radka Grabowskiego. Jednym z uczestników projektu jest Paddy Kelly (na temat projektu „Dekalog” pisaliśmy w „Niedzieli Młodych” 51/2015; tekst „Dekalog. Ostatnia prosta” dostępny także na www.mlodzi.niedziela.pl). Premiera albumu „Dekalog” już w październiku!

* * *

8 i 9 września br. podczas koncertów w Warszawie i Krakowie Paddy Kelly zaprezentuje kilka utworów religijnych z najnowszego albumu „Ruah”, przypomni utwory z albumu „Human” (Człowiek), a także niektóre wykonywane z zespołem The Kelly Family.

Więcej informacji na: www.michael-patrick-kelly.com

2016-08-31 08:35

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Te ramiona to nie byle co!

Pójdźmy wszyscy do stajenki – i to szybko, póki jeszcze bojownicy pod sztandarami genderyzmu nie wtargnęli tam z nakazem przedefiniowania pojęć, wyrzucenia wszelkich rekwizytów, wskazujących jednoznacznie na rodzaj męski lub żeński, i z ankietą pomagającą prostym pastuszkom w odkryciu swej prawdziwej tożsamości (bo jako ludzie niewykształceni mogą przecież nie zdawać sobie sprawy, jak niszcząca jest dla nich ta cała płeć kulturowa). Po takiej czystce w stajence ostałyby się chyba tylko wołek i osiołek – widzicie, jakie to jednak szczęście, że ubiegłoroczna plotka, mówiąca, że Benedykt XVI wyrzucił zwierzątka z szopki betlejemskiej, okazała się nieprawdziwa? Ta posępna wizja to był oczywiście żart. Bez obaw! Jestem przekonana, że normalność i zdrowy rozsądek ostatecznie będą górą. Choć prawdą jest też, że im dłużej będziemy bezmyślnie stać i przyglądać się z zakłopotaniem, jak głupota krzykiem i łokciami toruje sobie drogę, tym dłużej przyjdzie nam na zwycięstwo normalności czekać. Wracając jednak do stajenki – spójrzmy na jakiekolwiek jej przedstawienie: nieważne już nawet czy pędzla wielkiego mistrza, czy z pocztówki. Przeważnie nie za wiele tam rekwizytów, liczba osób i zwierzaków też jest zmienna. Niekiedy nawet autor ogranicza się do namalowania samej Świętej Rodziny i tylko tyle. Lub aż tyle – bo rodzice to akurat wszystko, co takiemu małemu dziecku do szczęścia wystarczy. I okazuje się, że zwykła kartka z życzeniami (choćby nawet kiczowata) może stać się punktem wyjścia do medytacji dla ludzi przekonanych, że dziecko to przede wszystkim wydatki. Tyle osób dziś twierdzi, że nie stać ich na dziecko, ale to oznacza zwykle, że po prostu nie stać ich na zmianę myślenia. Strzelam teraz, ale chyba się nie pomylę twierdząc, że najwięcej świętych obrazów przedstawia Maryję z Dzieciątkiem. To musi być motyw bardzo poruszający artystów. I w ogóle jest coś w obrazie matki i dziecka, nawet jeśli to współczesna fotografia amatorska. A skoro te obrazki, z których bije ciepło i dobre emocje, tak nas poruszają, to nie ma siły, musi w tym tkwić jakaś głębia. Niektórzy twierdzą, że aby to zrozumieć, samemu trzeba być rodzicem (w obliczu tak twardej argumentacji strach w ogóle brać się za pisanie o relacjach matka – dziecko). Ale dużo w tym stwierdzeniu przesady. Przecież większość ludzi – poza dziećmi osieroconymi, porzuconymi lub odrzuconymi – od początku zna dotyk, głos, zapach swojej matki. Więcej nawet, relacje te rozwijają się w najlepsze już w życiu płodowym, którego jakość – jak się okazuje – odgrywa całkiem sporą rolę w późniejszym czasie. Uczestniczymy w tym związku od pierwszych chwil swojego istnienia. Potrafimy więc to i owo ogarnąć, prawda? Tym bardziej, że najwięcej jest tu do ogarnięcia sercem. Od zawsze. Również w niepowtarzalnej historii Maryi i Jezusa. Bóg nic nie ulepszał od momentu, kiedy Maryja powiedziała „tak”, a Duch Święty zstąpił. Dziecko się rozwijało, słuchało głosów, kopało. Później było kołysane, wynoszone na spacer, przytulane. Jezusowi (Bogu-Człowiekowi!) wystarczały ramiona matki – macie pojęcie? Czuł się w nich dobrze i bezpiecznie. Ale, bo też ramiona matki to nie byle co! Pewna lekarka opowiadała w wywiadzie o dwóch szpitalach w Zimbabwe, jeden był dla pacjentów z kasą, drugi dla biedoty. W obu na świat przychodziły wcześniaki. W „lepszym” szpitalu dzieci wkładano do inkubatorów i zapewniano im fachową opiekę. W tym biedniejszym nie było takiego sprzętu, więc dzieci po prostu intubowano i kładziono matkom w ramiona, personel nic więcej nie mógł zrobić. I co? Okazało się, że większość dzieci z drugiego szpitala przeżyła, były też zdrowsze niż te z inkubatorów. Wnioski nasuwają się same. Swoją drogą, czy to nie zachwycające, jak Pan Bóg zatroszczył się o ludzkość? I już tak zupełnie na koniec – człowiek instynktownie pragnie normalności. Miłości, ciepła i poczucia bezpieczeństwa. Nie trzeba nic w tym zmieniać. Tylko poddać się Boskiemu planowi. Wzorem może być Maryja. Ale też każda inna dobra matka.
CZYTAJ DALEJ

Odrzucona Ewangelia nie przestaje być Ewangelią

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
CZYTAJ DALEJ

Synodalna Komisja Kanoniczna proponuje większy udział świeckich w urzędach, funkcjach i posługach w Kościele

2026-10-01 11:30

[ TEMATY ]

świeccy

duchowni i świeccy

Monika Książek

Sekretariat Generalny Synodu opublikował propozycje zmian w łacińskim Kodeksie Prawa Kanonicznego. Dokument przewiduje m.in. większy udział świeckich w niektórych funkcjach kościelnych, obowiązkowe rady duszpasterskie w parafiach, regularne synody diecezjalne oraz większą odpowiedzialność Kościołów lokalnych. Na razie są to jednak jedynie propozycje - żadna z nich nie weszła w życie.

Końcowe sprawozdanie Komisji Kanonicznej ds. Kościoła Synodalnego, opublikowane 30 września przez Sekretariat Generalny Synodu, wskazuje możliwe sposoby przełożenia dorobku procesu synodalnego na prawo kanoniczne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję