Reklama

Polityka

Zagłębie tajemnic

O spuściźnie ośmioletnich rządów koalicji PO-PSL z Anną Zalewską rozmawia Wiesława Lewandowska

Niedziela Ogólnopolska 44/2015, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

Grzegorz Boguszewski

Anna Zalewska Polityk, samorządowiec, posłanka na Sejm VI i VII kadencji (PiS)

Anna Zalewska
Polityk, samorządowiec, posłanka na Sejm
VI i VII kadencji (PiS)

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Niepostrzeżenie minął rok rządu premier Ewy Kopacz. Merytoryczne podsumowania, jeśli jakieś się pojawiały, zagubiły się w zgiełku kampanii wyborczej. Pani Poseł bardzo krytycznie oceniała w Sejmie obietnice zawarte w exposé. Czy dziś ma Pani satysfakcję?

ANNA ZALEWSKA: – Trudno mówić o satysfakcji z tego, że spełniają się pesymistyczne przewidywania... Mam wrażenie, że dzisiaj mogłabym w całości powtórzyć tamtą swoją krytykę, ten rok bowiem nie tylko nie przyniósł zapowiadanej zmiany na lepsze, ale dramatycznie pogorszyła się sytuacja w Polsce.

– Może dlatego, że Ewę Kopacz postawiono w sytuacji bez dobrego wyjścia, że to inni zgotowali jej ten los...?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Niestety, chyba tak. Dlatego dziś trzeba poddać surowej ocenie całość rządów PO-PSL, zwłaszcza że obecna pani premier wcześniej też pełniła bardzo ważne funkcje w państwie. Warto przypomnieć, że gdy była ministrem zdrowia, doprowadziła do napisania ustawy o działalności leczniczej, która wprowadza komercjalizację, a potem prywatyzację szpitali. Była też marszałkiem Sejmu, bardzo dyspozycyjnym wobec rządu Donalda Tuska; to właśnie ona dziesiątki projektów ustaw chowała do tzw. zamrażarki. Tak więc ten rok premier Kopacz jest tylko puentą ośmioletnich rządów Platformy Obywatelskiej.

Reklama

– Miała to być dobra puenta czy raczej początek nowej odsłony?

– Chodziło o stworzenie wrażenia, że coś zaczyna się od początku, jakby nie było siedmiu poprzednich lat, aby wszystkie wcześniejsze błędy uległy zatarciu, a wyborcy mogli skonstatować: idzie nowe, lepsze! Tak się jednak nie stało.

– Przyszło gorsze?

– Tak to zaczęli oceniać wyborcy, którzy okazali się dość odporni na propagandę sukcesu. Bilans rządów Ewy Kopacz jest wprost porażający! Mamy kraj dramatycznie zadłużony – na bilion złotych! W tym roku – dwa lata po kradzieży pieniędzy z OFE i po wyprowadzeniu poza budżet państwa tego wszystkiego, co powinno być pokazywane w deficycie budżetowym, np. do Generalnej Dyrekcji Budowy Dróg i Autostrad – mamy największy od lat deficyt budżetowy – na poziomie 54 mld zł! Ekipa PO-PSL wręcz wyspecjalizowała się w generowaniu zadłużenia i niewykazywaniu go w deficycie budżetowym.

– Na zasadzie „tonący brzytwy się chwyta”, choćby na własną zgubę?

– Dlatego właśnie można mówić o desperacko-samobójczej niekompetencji i beztrosce dotychczasowej ekipy rządzącej, o jej krótkowzroczności i dbałości przede wszystkim o doraźne, własne interesy. Wiele złego stało się np., gdy pani minister Elżbieta Bieńkowska porzuciła Ministerstwo Rozwoju Regionalnego – podobnie jak Donald Tusk porzucił premierostwo – dla stanowiska w Brukseli.

Reklama

– Rządowa propaganda przekonywała, że „nasi” w Brukseli to wielki sukces Polski, że dzięki temu będziemy mieć jeszcze więcej „europejskich” pieniędzy.

– W ten sposób naiwni przekonują naiwnych. Tymczasem zadłużenie i deficyt budżetowy rosną. Mamy dziś dramatyczną sytuację w polskich samorządach – 72 mld zł zadłużenia! Sądzę, że co drugi samorząd nie sięgnie już po fundusze strukturalne. Polskie szpitale są zadłużone na ponad 10 mld zł... itp., itd.

– Tymczasem w kampanii wyborczej padały dość kosztowne obietnice poprawy życia Polaków. Partia dotąd rządząca i partia opozycyjna nawzajem wytykały sobie ich nierealność.

– Rzeczywiście, trzeba przewidująco liczyć każdy grosz – i my to robimy. Pomysły premier Kopacz natomiast w dalszej perspektywie niosą zapowiedź poważnych kłopotów społecznych. Mieliśmy – już w exposé sprzed roku – wielką eksplozję deklaracji w stosunku do polskiego górnictwa. Przewidziany na poprawę sytuacji czas właśnie się skończył, a wciąż pod znakiem zapytania stoi realizacja zapowiedzianych przez rząd programów naprawczych, restrukturyzacji spółek węglowych. Kopalnie zapowiadają, że w listopadzie nie będą już miały pieniędzy na wypłaty... A Komisja Europejska odmawia zgody na pomoc publiczną.

– To znaczy, że rząd już dawno abdykował i zostawił najtrudniejsze sprawy na potem, na po wyborach?

Reklama

– To jest, moim zdaniem, kumulacja niekompetencji, dobrze maskowanej, ujawniającej się dopiero w szczególnie trudnych momentach. Przez 8 lat wszystkie kłopoty były sprawnie zamiatane pod dywan, niczego nie rozstrzygano, doszło jedynie do sprawnego uwłaszczenia PO i PSL na poszczególnych agencjach i spółkach. Pamiętamy nagrane potajemnie rozmowy członków ekipy rządzącej, z których wynika, że nieustannie fetuje się rozmaite odprawy, wysokość pensji w radach nadzorczych, że wszystko da się załatwić poza strukturami państwa.

– Nagromadzenie problemów okazało się tak wielkie, że przerosło możliwości rządu Ewy Kopacz, a każdy następny rząd będzie miał jeszcze większe trudności?

– Sądzę, że rząd Ewy Kopacz mógł zrobić znacznie więcej, tyle że nie chciał...

– Dlaczego?

– Dlatego, że to rząd PO i PSL, a nie Rzeczypospolitej Polskiej. Nawet sama pani premier zawsze mówiła o rządzie Platformy Obywatelskiej, a nie o rządzie Polski. Zresztą kilka miesięcy temu przekształciła rząd w sztab wyborczy swej partii, w dodatku bezsensownie jeżdżący po Polsce...

– Te objazdy robiono po to, by rząd był bliżej problemów kraju!

Reklama

– I nic z tego nie wyniknęło, poza kosztami. Pani premier jeździła po Polsce z meblami... Nie wiedzieć czemu, na posiedzenie rządu do Wrocławia przyjechała z własnymi meblami biurowymi! Te rządowe wyprawy były zwykłymi ustawkami; ministrowie wprawdzie rozjeżdżali się po terenie, ale tylko do miejsc z góry przygotowanych. Pani minister spraw wewnętrznych pojawiła się w Wałbrzychu, ku mojemu zdumieniu, na uroczystościach Święta Policji, i tam obiecała podwyżki. Powiedziała szczerze: „Jeszcze nie wiem jakie, bo to nie jest policzone”... Gdy się przyjeżdża do najbardziej zadłużonego miasta powiatowego, jakim jest Wałbrzych, wypadałoby porozmawiać o żywotnych problemach, a nie kwitować spraw pustymi obiecankami i konferencją w muzeum „Stara Kopalnia”.

– A może należało ją zorganizować w złotym pociągu?

– Gdyby to tylko było możliwe! Faktem jest, że Wałbrzych jest traktowany właśnie tylko jako „zagłębie tajemnic” z czasów II wojny światowej, a nie jako najbardziej zadłużone miasto, co sprawującym do tej pory władzę było bardzo na rękę, bo odwracało uwagę od istoty problemów. Sytuacja Wałbrzycha jest kwintesencją dzisiejszych polskich problemów...

–...a złoty pociąg kwintesencją rządów Platformy?

– Na pewno ma tak samo znakomitą oprawę propagandową! A co zawiera, tego nikt nie wie.

– I nie dowie się?

– To możliwe, ale możliwe jest też wielkie zaskoczenie. Odkrywanie prawdy jest jednak trudne. Mówimy tu, oczywiście, o obietnicach PO, których nie da się zweryfikować. Do tej pory posłowie mieli bardzo utrudniony dostęp do rządowych dokumentów.

– Wszyscy więc musimy uwierzyć w zapewnienia dotychczasowego rządu np. o tym, że skutecznie wdrożono pakiet onkologiczny, będący oczkiem w głowie Ewy Kopacz – lekarki...

Reklama

– Cóż z tego, że wdrożono pakiet onkologiczny, skoro nie jest on finansowany! Wciąż dopytuję o te dodatkowe 2 mld zł na ten cel i ciągle ich nie ma. Tymczasem dyrektorzy poszczególnych placówek w ramach dotychczasowych kontraktów jakoś finansują tenże pakiet. Tyle że jego dobrodziejstwo kończy się na diagnozie... Nadal nie ma pieniędzy na zapewnienie odpowiedniej liczby onkologów, radiologów, nie mówiąc już o pielęgniarkach.

– Wśród tych narzekań przytoczmy może jednak sukces pani premier w likwidacji śmieciowego jedzenia w szkołach...

– Sukces polega na tym, że pod szkołami mamy teraz „dealerów” batoników i soli, jak sobie żartują uczniowie nieakceptujący tego nowego jedzenia, a także na tym, że zbankrutowały szkolne sklepiki. Aby skutecznie wprowadzić zdrowe jedzenie, należało zacząć od odpowiedniej edukacji. O tym zapomniano. Teraz szkoły drżą przed nalotami sanepidu. Notabene pracownicy tej instytucji od 8 lat nie dostali żadnej podwyżki, chociaż bardzo zwiększyły się ich zadania: muszą dbać już nie tylko o bezpieczeństwo żywności i wody, ale także walczyć z dopalaczami, narkotykami... Widzimy więc, że dotychczasowy rząd doprowadził wszystko do absurdu i do paranoi.

– Wyłącznie ze wspomnianego już braku kompetencji?

Reklama

– Czasami odnoszę wrażenie, że ta akurat, „obywatelska”, formacja polityczna bardzo nie lubi obywateli, a nawet traktuje ich z pogardą. Wystarczy przypomnieć, że wszystkie projekty obywatelskie były wyrzucane do kosza. Bezideowość i brak jasnej strategii rozwoju kraju, czyli pewna chaotyczność myślenia o przyszłości – a może raczej niemyślenia? – a przede wszystkim doraźna interesowność polityczna, doprowadziły do tego, że PO w ostatnim roku stała się partią wyraźnie lewicową (poparcie in vitro, ustawa antyprzemocowa, wprowadzenie pigułki „dzień po”).

– Tymczasem to PiS-owi zarzuca się lewicową, przesadną socjalność, ostatnio w związku z prezydenckim projektem ustawy o obniżeniu wieku emerytalnego (podwyższonego nie tak dawno przez rząd PO-PSL).

– Padły zarzuty, lecz nawet nie podjęto merytorycznej dyskusji, ponieważ stwierdzono, że Sejm już nie zdąży zająć się tym projektem. Przypomnę tylko, że podwyższenie wieku emerytalnego nastąpiło w ciągu 2 tygodni – tyle trwały prace sejmowe nad tym projektem. Nikt też nie pamięta dziś o tym, że w ustawie PO-PSL jest określony algorytm, z którego wynika naprawdę głodowa emerytura, że kobietom pracującym ciężko w rolnictwie w ciągu tych 2 tygodni podniesiono wiek emerytalny o 12 lat. Nie mówi się też o tym, że tylko w jednym kraju UE pracuje się aż do 67. roku życia – w Grecji. Nie liczy się też tego, ile wydajemy na wykształcenie młodych ludzi, którzy później wyjeżdżają za pracą... Zapewniam, że PiS dąży do rozwiązań emerytalnych dobrze osadzonych w budżecie i w całym systemie społecznym. O tym właśnie moglibyśmy i powinniśmy debatować.

– Przedwyborczą debatę przytłoczyła kwestia uchodźców.

Reklama

– I ograniczała się ona głównie do medialnych spekulacji. Premier Kopacz ani obywatelom, ani nawet sejmowej Komisji do Spraw Unii Europejskiej nie mówiła o konkretach pertraktacji rządowych w Brukseli. Podpisano jakieś umowy, a my nie wiemy, na podstawie jakich konkretnie zapisów traktatowych. Z sejmowych korytarzy i z rozmów z europarlamentarzystami można się było dowiedzieć, że w umowie podpisanej przez minister Piotrowską jest mowa o jakiejś karze dla krajów nieprzyjmujących imigrantów... Nie wiemy, na jakiej konkretnie podstawie następuje taka ingerencja w budżety narodowe państw, według jakiego klucza wybierano państwa, które mają przyjmować imigrantów. Pytań jest wiele, a rząd Ewy Kopacz nie chciał odpowiadać.

– Dlaczego!

– Dlatego, że nie liczył się z Polakami, a nawet niespecjalnie troszczył się o bezpieczeństwo kraju. W Krynicy przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker mówił o konieczności umocnienia zewnętrznych granic UE, co w dużej mierze dotyczy właśnie Polski. Tymczasem w Polsce niewiele się o tym mówi.

– Bo wszystko jest OK, co wykazała sesja wyjazdowa rządu w Białymstoku...

– Proszę nie żartować. Myślenie o umacnianiu granic jest o pół roku spóźnione, a i tak jeszcze nikt nie wie, w jaki sposób te dodatkowe zabezpieczenia byłyby finansowane. Mówi się dziś tylko o 1,7 mld euro na pomoc dla uchodźców, przede wszystkim w obozach na południu Europy. Nie wiemy też, w jaki sposób kraje UE będą się składać na tę sumę. Węgry wydały już 200 mln euro, a odzyskały z Unii tylko 3-4 mln... Naprawdę przerażający był brak wyobraźni polskiego rządu.

– Z narastającym problemem uchodźców mogą sobie nie poradzić nawet najsprawniejsze rządy.

– To prawda. Obawiam się, że decyzje europejskie, które już zapadły – a na które nasz rząd pokornie przystał, z obawy przed posądzeniem o brak europejskiej solidarności oraz o niewdzięczność – są tak złe, iż premier Kopacz nie chciała mówić o szczegółach przed dniem wyborów.

– A po wyborach?

– Potrzebne nam jest silne państwo i odpowiedzialni ludzie, którzy, zarządzając państwem, nie będą wychodzić z założenia, że jakoś to będzie, którzy nie poddadzą się i będą naprawdę bardzo ciężko pracować.

Rozmowę przeprowadzono we wrześniu 2015 r.

* * *

Anna Zalewska
Polityk, samorządowiec, posłanka na Sejm VI i VII kadencji (PiS)

2015-10-28 08:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Minął rok 2013

Minął dziesiąty rok Polski w Unii Europejskiej – Unii, która się zmienia. Zmiany dotyczyły także roku 2013. W pierwszej jego połowie prezydencję w Radzie Unii Europejskiej sprawowała Irlandia, a w drugiej połowie Litwa. Rok 2013 Komisja Europejska oficjalnie ogłosiła Europejskim Rokiem Obywateli, bo to obywatele, jak stwierdziła, są najważniejsi w europejskim projekcie. W roku 2013 Francuzi, czyli także obywatele Unii Europejskiej, protestowali przeciwko legalizacji tzw. małżeństw tej samej płci oraz adopcji dzieci przez pary homoseksualne. W Paryżu odbył się także marsz dla życia i rodziny. W minionym roku obywatele Unii Europejskiej zebrali blisko 2 miliony podpisów pod Europejską Inicjatywą Obywatelską „Jeden z Nas”, mającą na celu ochronę ludzkiego życia od chwili poczęcia oraz zakaz eksperymentowania na ludzkich embrionach, i skierowali te podpisy do Komisji Europejskiej. W 2014 r. Komisja musi zorganizować wysłuchanie publiczne w Parlamencie Europejskim w tej sprawie. Budzi się nadzieja ochrony życia. Po raz pierwszy od wielu lat ma ona realne podstawy. O ile w dotychczas przyjmowanych przez PE rezolucjach przegłosowywano zapisy pozwalające na zabijanie poczętych dzieci, o tyle od niedawna obserwujemy zmianę tego trendu. Wymuszona ona została nie tylko przez chrześcijańskich europosłów, ale przede wszystkim przez naciski oburzonych obywateli 28 krajów Unii Europejskiej. Podczas ostatniej grudniowej sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu po raz pierwszy środowiska lewicowo-liberalne nastawione przeciw życiu poniosły spektakularną klęskę. Przygotowywane od dawna sprawozdanie dotyczące „zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego oraz praw w tej dziedzinie”, którego sprawozdawczynią była socjalistka Edite Estrela, zostało utrącone, czyli wyrzucone do kosza. W sprawozdaniu tym umieszczono zapisy wzywające państwa członkowskie „do powstrzymania się od uniemożliwiania kobietom ciężarnym zdecydowanym na poddanie się aborcji podróżowania do pozostałych państw członkowskich lub innych krajów, w których aborcja jest legalna”. Zalecano również, aby wysokiej jakości usługi aborcyjne były „legalne, bezpieczne i dostępne dla wszystkich w ramach systemów opieki zdrowotnej państw członkowskich”. Aby zablokować to sprawozdanie, nasza Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów wraz z chadekami złożyła w PE krótką 3-punktową rezolucję, w której m.in. zauważamy, że „określanie i realizacja polityki w dziedzinie zdrowia reprodukcyjnego należą do kompetencji państw członkowskich”. Sprawozdanie godzące w poczęte życie zdołaliśmy zablokować siedmioma głosami, a w głosowaniu wzięło udział ok. 700 posłów. W ich gronie znaleźli się nowo przyjęci europosłowie chorwaccy. W lipcu 2013 r. nastąpiło bowiem kolejne rozszerzenie Unii Europejskiej, która przyjęła do swojego grona 28. państwo – Chorwację. W grudniu ubiegłego roku, czyli 5 miesięcy po akcesji Chorwacji, zorganizowano tam ogólnokrajowe referendum przeciwko tzw. homomałżeństwom. Chorwaci jako obywatele Unii poczuli się zagrożeni i zapragnęli wpisania do swojej konstytucji definicji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Referendum zakończyło się sukcesem. Ku zdziwieniu wielu unijnych polityków, 66 proc. głosujących opowiedziało się za umieszczeniem takiej sentencji w ustawie zasadniczej. Co osobliwe, wcześniej także 66 proc. Chorwatów głosowało za akcesją do Unii, przy nieco tylko wyższej frekwencji.
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

2026-03-04 09:02

[ TEMATY ]

modlitwa

Królowa Pokoju

Adobe Stock

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore
Maryjo, Królowo Pokoju,
CZYTAJ DALEJ

Zielona Góra: W wypadku balonu zginęła mistrzyni Polski

2026-03-09 13:57

[ TEMATY ]

Zielona Góra

PAP/Lech Muszyński

W wypadku balonu, do którego doszło w Zielonej Górze zginęła pilotka Aeroklubu Ziemi Lubuskiej Jagoda Gancarek. W ub. roku zdobyła ona tytuł mistrzyni Polski na XI Balonowych Mistrzostwach Kobiet w Nałęczowie – poinformowała rzeczniczka Aeroklub Ziemi Lubuskiej Katarzyna Mayer-Bzowa. Okoliczności wypadku wyjaśnia prokuratura.

„Jagoda realizowała swoje pasje jako instruktorka samolotowa. Latała też jako pilota samolotów przeciwpożarowych. Miała duże doświadczenie lotnicze i tym doświadczeniem dzieliła się z innymi (...) Będziemy ją pamiętać za pasję i serdeczność, a przede wszystkim za szeroki uśmiech i miłość do latania. Jej zaangażowanie i lotniczy entuzjazm napędzał również nasze działania. Myślami jesteśmy z jej rodziną, przyjaciółmi oraz wszystkimi członkami Aeroklubu Ziemi Lubuskiej” - napisała rzeczniczka.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję