Pamiętam swoją studniówkę, choć była ona już przed ćwierćwieczem. Przygotowania do niej zaczęły się właściwie przed Bożym Narodzeniem, a na tydzień przed imprezą zaczęliśmy ubierać salę, która na tę jedną noc miała przypominać kadłub pirackiego statku. Nauczyciele bez oporów zapisywali w dziennikach temat: Powtórzenie materiału i nie zawracali nam głowy lekcjami, bo rozumieli, że studniówka jest raz w życiu, nawet jeśli matura miałaby być powtarzana.
Na studniówkę przyszli wszyscy, a nawet jeszcze więcej, bo nikt nas przecież nie pytał, czy jako uczniowie Liceum im. Ludowego Wojska Polskiego będziemy szczęśliwi goszcząc na swojej imprezie kilkunastu wyróżniających się obywatelską postawą żołnierzy służby czynnej. Po godzinie nie było zresztą z nimi kłopotu, bo wódka nie była jeszcze wtedy na kartki. My musieliśmy być bardziej ostrożni, bo razem z nami bawili się nasi nauczyciele, a nad całością czuwał komitet rodzicielski. O ile pamiętam, studniówka kosztowała wtedy połowę uczniowskiego stypendium, bo ważne było żeby każdy z nas mógł w niej wziąć udział.
Widać się człowiek starzeje, bo zaczynam się rozrzewniać nad przeszłością i gorszyć tym, co jest teraz. Dzisiejsze studniówki przypominają raczej bal na Titaniku niż uczniowskie imprezy. Często odbywają się w najdroższych hotelach i restauracjach. Nierzadko ich cena dochodzi do czterystu złotych od osoby. A do tego jeszcze wieczorowa kreacja i osoba towarzysząca. Razem ponad tysiąc złotych. Nie są to już imprezy integrujące klasę, bo część młodzieży nie może sobie na nie pozwolić.
Może warto zatem wrócić ze studniówkami do szkolnych sal, tylko już bez przydziałowych żołnierzy, których prześwięcaliśmy wodą ognistą?
16 września 2026 roku w Olesznie, w województwie świętokrzyskim, odbędzie się wyjątkowa uroczystość nadania Centrum Kultury imienia sierżanta sztabowego Michaela Ollisa – żołnierza 10. Dywizji Górskiej Armii Stanów Zjednoczonych, który 28 sierpnia 2013 roku zginął podczas obrony polsko-amerykańskiej bazy Ghazni w Afganistanie.
Jak podkreślają organizatorzy, wydarzenie będzie miało wymiar znacznie szerszy niż lokalna uroczystość. Ma stać się symbolem pamięci, wdzięczności oraz polsko-amerykańskiego braterstwa broni, którego wyjątkowym świadectwem jest historia Michaela Ollisa i polskiego żołnierza – kpt. rez. Karola Cierpicy.
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Po prostu moja męczeńska śmierć była konsekwencją tego, że Bóg zawsze był moim przewodnikiem w życiu i oświecał mi drogę w przeżywaniu mojej wiary w Kościele katolickim. Być może sugerowało to już moje imię, które składa się z dwóch hebrajskich słów: melek i or. Pierwsze z nich znaczy „król”. Drugi zaś rzeczownik można oddać w języku polskim wyrazem „światło”. Melchior zatem znaczy „król światła”. Imię to można też tłumaczyć bardziej opisowo - „Bóg jest moją światłością”. Ta wersja bardziej mi odpowiada, ponieważ właściwie od najmłodszych lat starałem się żyć w blasku Bożej obecności, poświęcając Jego służbie całe moje życie.
Urodziłem się kilkanaście lat przed końcem XVI wieku w Cieszynie. Rodzice wysłali mnie do jezuickiego kolegium w Wiedniu, gdzie byłem jednym z wyróżniających się uczniów. Zafascynowany duchowością tego zgromadzenia stałem się jego członkiem i odbyłem nowicjat w Brnie. Następnie nauczałem w innych jezuickich kolegiach, aby potem jeszcze bardziej pogłębić swoje wykształcenie przez studiowanie filozofii i teologii oraz języków obcych. Sporo podróżowałem.
Jako kapłan pracowałem początkowo w Pradze. Tak się złożyło, że na rok przed moją męczeńską śmiercią wybuchła na tle religijnym (konfrontacja protestantyzmu z katolicyzmem) tzw. wojna trzydziestoletnia (1618-1648). Dlatego też zostałem wysłany przez moich przełożonych na front jako kapelan wojsk polskich i czeskich. W Koszycach na skutek knowań jednego z pastorów oskarżono mnie o zdradę na rzecz katolickiej Polski. Wraz z dwoma innymi księżmi poniosłem śmierć męczeńską za wiarę 7 września 1619 r. Oprawcy torturowali mnie, abym wyrzekł się swojej wierności Kościołowi katolickiemu. Ja jednak nie odstąpiłem od swojego wyznania.
Szybko zaczęto oddawać mi kult na Słowacji, Węgrzech, Morawach i na Śląsku. Dopiero jednak na początku XX stulecia zaliczono mnie w poczet błogosławionych. Sługa Boży Jan Paweł II dziewięćdziesiąt lat później - w 1995 r. ogłosił mnie świętym. Bywam przedstawiany w ikonografii w szatach jezuickich i patronuję archidiecezji katowickiej.
Na zakończenie pragnę życzyć wszystkim chrześcijanom, aby Bóg był zawsze dla nich światłem na mrocznych niekiedy drogach codziennego życia.
W Arlington w Teksasie otwarto pierwszą parafię poświęconą świętemu Mateuszowi Ayaridze
W Arlington w Teksasie w diecezji Fort Worth otwarto pierwszą parafię poświęconą świętemu Mateuszowi Ayaridze, jedynemu Ghańczykowi z 21 męczenników zabitych przez Państwo Islamskie. Zginął 15 lutego 2015 r. w Libii 15 lutego 2015 r., wraz z dwudziestoma egipskimi wiernymi Kościoła Koptyjsko-Ortodoksyjnego, zamordowanymi przez dżihadystów Państwa Islamskiego.
Wiernych powiadomił o ustanowieniu parafii biskup Fort Worth Michael Olson, który napisał w liście duszpasterskim:
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.