Młody mieszkaniec Warszawy, zapytany, dlaczego nie poszedł na referendum, mimo że wcześniej sam zbierał podpisy, odpowiedział zniechęcony: „To i tak nic nie zmieniłoby, bo przecież premier powiedział, że obecna prezydent HGW, nawet gdyby była odwołana, i tak zostanie komisarzem”. Gdy powiedziałam, że go nie rozumiem, zaczął cytować wypowiedzi prezydenta, premiera i na koniec podsumował, że sprawa jest z góry „przerąbana”. A młoda kobieta, słuchając rozmowy, dodała: „Pójdę, zagłosuję i wyrzucą mnie z pracy. Powód zawsze się znajdzie”. Strach, brak inicjatywy, niemoc i niechęć do działania, życie obok życia, mimo własnych przekonań. Plątanina interesów, wzajemnie zwalczające się siły, nieprzebierające w środkach do unicestwienia przeciwnika włącznie, powodują, że każda prawda oddala się coraz bardziej. Życie staje się grą pozorów i fikcji, byle tylko wyjść na swoje. „Poza prawdą wolność nie jest wolnością. Jest pozorem. Jest nawet zniewoleniem” (Jan Paweł II, homilia, Olsztyn 1991 r.).
Gdy przed laty czytałam książki Wiktora Suworowa, Władimira Bukowskiego, Olega Zakirowa, najpierw byłam przerażona, potem uznałam tę literaturę, tak nieprawdopodobną i daleką od normalnego życia, za tandetny kryminał. Teraz tamte książki i ich autorzy stają się aktualni, niestety, wręcz przydatni, by lepiej rozumieć, „co jest grane”. Bo jak wytłumaczyć logicznie chociażby ostatnie zachowanie prof. Jacka Rońdy? Młodzi ludzie w większości mają zbyt małą wiedzę historyczną i polityczno-społeczną zarówno czasów odległych, jak i współczesnych. Nie potrafią samodzielnie myśleć i doszukiwać się prawdy. Przyjmują bezkrytycznie obrazy rzeczywistości kreowane przez polityków, ludzi władzy i prominentnych dziennikarzy. Brak pracy i brak możliwości rozwoju sprzyjają przeciętności, bylejakości, życiu z dnia na dzień, aby tylko przetrwać. - Dzisiaj bez znajomości, bez koneksji i powiązań z ludźmi wpływowymi jest się nikim, bez żadnych szans na dobrą pracę, stanowisko, mieszkanie - mówi absolwent ekonomii na UW. - Politycy nie interesują się przyszłością ludzi młodych, ustawiają swoich, reszta jest miazgą.
Wydawałyby się bez sensu takie narzekania, bo przecież wszystko się jakoś kręci. Jednak ludzie umierają z braku możliwości leczenia, jemy sztuczną żywność, wdychamy zatrute powietrze, żyjemy w stresie i kłamstwie, otoczeni niską kulturą teatrów, filmów, „hitów” wydawniczych, zubożających i okaleczających umysły i dusze młodych - i to wszystko okazuje się nieważne; liczy się, jak być „nowoczesnym”. Bez żadnych barier, dekalogów czy innych nakazów, zakazów. Starzy naśladują młodych, ubrani w ciuchy nastolatków, z twarzami po skalpelach, mówią „OK!”. Śmieszne to, czy żałosne? A może nawet tragiczne? „Naród ginie, gdy znieprawia swego ducha, naród rośnie, gdy duch jego coraz bardziej się oczyszcza (…). Nie żyje się, nie kocha i nie umiera na próbę” (Jan Paweł II, homilia, Jasna Góra 19 czerwca 1983 r.).
1 października 2000 r., w strugach deszczu, na Placu św. Piotra w Rzymie Jan Paweł II kanonizował sudańską dziewczynę.
Była niewolnicą. Zabrano jej wszystko. Cały dziecięcy świat. Zapomniała nawet swojego imienia, bo przeżycia związane z niewolą były silniejsze niż pamięć o sobie. "Bakhitą", tzn. "Szczęśliwą", nazwali ją łowcy niewolników. Aż do śmierci pamiętała ciężar łańcuchów na nogach. Dlaczego została nazwana "Szczęśliwą"? Może szczęściem
okazało się dla niej to, że żyła w dobie, gdy kończył się czas czarnego niewolnictwa?
Kiedy wiele lat temu pierwszy raz jechałem na pielgrzymkę do Rzymu, z niebywałym zachwytem oglądałem liczne miasta położone na bardzo wysokich i wąskich górach. W sposób zachwycający upiększały okolicę oraz świadczyły o geniuszu budowniczych. Słowa podziwu wypowiedzieliby zapewne znawcy arkanów sztuki obronnej oraz architekci krajobrazu. Miasto od zarania dziejów było synonimem dostatku i pełni. Zaspokajało niemal wszystkie ludzkie potrzeby: materialne, duchowe i intelektualne. Dawało poczucie komfortu i bezpieczeństwa, było obiektem marzeń i westchnień. Nieprzypadkowo czytamy w Apokalipsie św. Jana: „I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża” (21, 2). Otóż my, chrześcijanie, mamy być jak miasto położone na górze. Miało ono bowiem zawsze i tę właściwość, że lampy uliczne świeciły w nim przez całą noc, dając możliwość odnalezienia się na jego terenie i uchwycenia kierunków. Nie tylko mieszkańcom, także innym. Ono świeciło całej okolicy i dosłownie nie było w stanie się ukryć. Każdy przyjaciel Jezusa jest solą i światłem. Chrześcijanie poprzez wierność Ewangelii chronią prawdziwe wartości przed zepsuciem – podobnie jak każda dobra sól konserwuje żywność, ale także nadają światu smak – tak jak szczypta soli poprawia smak pokarmów, np. sałatki. Jesteśmy dosłownie „konserwatorami” Wartości (pisanych wielką literą) i autentycznymi, a nie sztucznymi „polepszaczami smaku” wspólnoty społecznej. I to nie może się dokonywać wyłącznie w moim prywatnym domu, w czterech ścianach mego pokoju i w „więzieniu” własnej duszy. Dzisiejsza Ewangelia zadaje zdecydowany kłam poglądowi, który od lat jest nam, niekiedy z okrucieństwem, wręcz wpajany, że „wiara to sprawa prywatna”. Nigdy nie była i nigdy nie będzie prywatna, gdyż to jest niemożliwe. Jako najpiękniejsza i największa wartość ma służyć każdemu poszukującemu człowiekowi, zawsze i wszędzie. Jezus Chrystus – Droga, Prawda i Życie – chce dotrzeć do wszystkich ludzi bez wyjątku. Czyni to przez swych uczniów-misjonarzy. Koniecznie musimy przypomnieć tutaj słowa św. Jana Pawła II wypowiedziane w Lubaczowie: „Wiara i szukanie świętości są sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w prawdziwej wewnętrznej wolności. Ale Bóg nam powiada: «Bądźcie świętymi, ponieważ Ja sam jestem święty!» (Kpł 11, 44). On chce swoją świętością ogarnąć nie tylko poszczególnego człowieka, ale również całe rodziny i inne ludzkie wspólnoty, również całe narody i społeczeństwa” (3 czerwca 1991 r.). Aby to było możliwe, musimy być autentyczni. Sól bywa jednak czasami skażona obcymi domieszkami, a świeca niekiedy bardziej kopci niż świeci. Niestety. Uważajmy na to. W Rzeszowie 2 czerwca 1991 r. papież przestrzegał nas konkretnie: „Bądź chrześcijaninem naprawdę, nie tylko z nazwy, nie bądź chrześcijaninem byle jakim”. I powtórzmy: soli w potrawie bywa naprawdę niewiele, a jednak daje smak!
W mieście Trypolis na północy Libanu zawalił się w niedzielę kilkupiętrowy budynek mieszkalny, a pod jego gruzami znajdują się ludzie - podała miejscowa gazeta „L'Orient Today”. Trwa akcja ratunkowa z udziałem obrony cywilnej, armii i Czerwonego Krzyża.
Na razie nie ma informacji o ewentualnych ofiarach śmiertelnych. Dotąd spod gruzów udało się wyciągnąć dziecko.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.